Aplikacja Pokemon Go pojawiła się w Stanach Zjednoczonych 6 lipca. Johnson w rozmowie z CNN przyznał, że już w pierwszym tygodniu po premierze udało mu się upolować aż 135 pokemonów. Od tego czasu postanowił, że uda mu się zebrać do kolekcji wszystkie stworki dostępne na terenie USA. Poszukiwania te trwały kolejne dwa tygodnie. Ostatniego pokemona gracz z Nowego Jorku złapał tuż po północy 21 lipca w Central Parku.

 

- Tak jak każdy, chciałem złapać je wszystkie i zostać mistrzem pokemonów. Ale to było marzenie z dzieciństwa, nie wierzyłem, że przydarzy się akurat mi - stwierdził Johnson.

 

Kładł się spać dopiero ok. 4 albo 5 nad ranem

 

Gracz,  zanim osiągnął rekord, musiał przejść ponad 150 kilometrów z włączoną aplikacją. W rozmowie ze stacją zdradził,  że jego wycieczki średnio trwały osiem godzin dziennie w zależności od poziomu baterii iPhona i często kładł się spać dopiero ok. 4 albo 5 nad ranem.

 

Wynik gracza z Nowego Jorku, mimo iż rekordowy w USA, nie oznacza jeszcze końca gry. Johnsonowi w kolekcji brakuje jeszcze kilku pokemonów, które nie występują na terenie USA.  Są dostępne jedynie na pozostałych kontynentach i dlatego 28-latek chce pojechać do Europy, Japonii oraz Australii i Nowej Zelandii. Podróż obiecała mu ufundować popularna sieć hoteli Marriott.

 

CNN, gamespot.com