- Plan rozpisany był co do minuty. Na dnie jeziora była rozciągnięta lina, na tej linie było kilka baz do boj. Do nich zostały przytwierdzone butle z rożnego rodzaju mieszankami gazu, w zależności na jakiej głębokości nurek z nich  korzystał - relacjonował reporter.


W najgłębszym miejscu jeziora, liczącym 105-108 metrów, nurek głębinowy wykorzystywał mieszankę z 20 proc. zawartością helu. - Czymś takim byśmy na powierzchni nie mogli oddychać. On musiał, bo takie były warunki ciśnieniowe - powiedział Dubaniewicz.

 

Ponad 8 godzin w jeziorze


- Po kilku przystankach, wymianach butli i ponad 8 godz. spędzonych w jeziorze i kilkugodzinnej dekompresji, czyli wyrównywaniu ciśnienia, które panuje w ciele nurka z tym, które jest na powierzchni, okazało się próba się udała, przebiegała bez komplikacji - podsumował reporter.


Teraz przed Sebastianem Marczewskim kilka dni odpoczynku. Nurek na dzisiejszym rekordzie nie ma zamiaru poprzestać i chce wyznaczyć sobie kolejne cele do osiągnięcia.

 

Polsat News