Pierwszy raz sprawą kradzieży wózka należącego do Igora Buczkowskiego zajęliśmy się 31 maja. Kilka dni wcześniej ktoś włamał się do schowka w bloku przy ul. Nocznickiego 13a na warszawskich Bielanach i ukradł kosztujący 25 tysięcy złotych, kupiony m.in. dzięki dofinansowaniu z PFRON-u, wózek. Igor cieszył się nim rok.

 

- Miał podnoszone siedzisko działające niczym winda, dzięki któremu mógł sięgać po dowolną rzecz z półki. Dzięki regulowanym podłokietnikom było mu wygodnie. I przede wszystkim był samodzielny. Mógł dzięki niemu poruszać się sam - powiedział w maju w rozmowie z polsatnews.pl Cezary Buczkowski, ojciec 21-latka.

 

Jak dodał, wózek Igora przechowywany był w schowku. - Klucze do niego miał tylko sąsiad i ja - dodał.

 

Sprawą kradzieży zajęła się policja. Jednak mimo upływu dwóch miesięcy, sprawa nie została wyjaśniona.

 

Ma natomiast swój koszmarny ciąg dalszy.

 

Kolejna kradzież

 

Rodzina Igora stanęła w obliczu wyzwania, gdyż 21-latek był uziemiony w domu. Postanowili więc, że tymczasowo korzystać będzie ze swojego starego, wartego ok. 20 tys. złotych wózka. Problem był jeden, że pojazd był za mały.

 

Tydzień temu Buczkowscy pojechali na rodzinną imprezę. Po niej wózek został w autokarze należącym do ojca Igora, który był zaparkowany nieopodal bloku. I właśnie stamtąd ktoś go ukradł.

 

Jak potwierdziła w rozmowie z polsatnews.pl kom. Elwira Kozłowska z policji na warszawskim Żoliborzu, policjanci wyjaśniają sprawę drugiej kradzieży.

 

Ojciec Igora załamuje ręce. - Czytałem komentarze, że sam kradnę te wózki. Tylko po co miałbym to robić? - pyta retorycznie.

 

polsatnews.pl