Prezydent, premier, ministrowie i parlamentarzyści będą zarabiać więcej, pensję otrzyma też żona prezydenta Polski. Zakłada to nowelizacja ustawy o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska. Według Władysława Kosiniaka-Kamysza pieniądze z podwyżek powinny pójść na inne, ważniejsze cele.

 

Kosiniak-Kamysz zastrzegł, że problemy ze służbą zdrowia to nie jest jedyna sprawa, która wymaga poruszenia. - To jeden tylko przykład pokazujący, że są większe potrzeby. Nie tylko w wartościach bezwzględnych kwot na różnego rodzaju zmiany, ale też w gestach, które są potrzebne dla określonych grup społecznych - podkreślał szef ludowców w rozmowie z Martą Kurzyńską.

 

5 zł dla emeryta, 500 zł na dziecko i 5000 dla dygnitarza

 

Prezes PSL zauważył, że PiS był przeciwny wszelkim nagrodom, które przyznawał poprzedni rząd. - Nie sobie, nie ministrom, tylko zwykłym  pracownikom. Pamiętam oburzenie posłów PiS jak to możliwe, że jakiekolwiek pieniądze, że jest tyle potrzeb - przypomniał Kosiniak-Kamysz. 

 

Zdaniem Kosiniaka-Kamysza decyzja polityków PiS może budzić ogromne pretensje: - Jak pójść do protestujących, którzy żądają podwyżki 200, 300 zł i mówić, że nie ma pieniędzy, jak dygnitarze dostali po 5 tys? 5 zł dla emeryta, 500 zł dla matki z dzieckiem i 5000 dla dygnitarza.

 

Po wakacjach nikt już o tym nie będzie pamiętał

 

Poseł PSL przypomniał przy tym, że ustawę o podwyżkach przyjęto łamiąc "jak zwykle" regulamin Sejmu. - Powinniśmy mieć 7 dni czasu na zapoznanie się z tym projektem, a już wczoraj pierwsze czytanie, zaraz po głosowaniu. Pewnie będziemy głosować nad tą ustawą już w piątek podczas bloku głosowań - mówił Kosiniak-Kamysz.    

 

Jego zdaniem, szybkość procedowania nad ustawą wynika z chęci przykrycia jej przez inne wydarzenia m.in. Światowe Dni Młodzieży i wizytę papieża. - Po wakacjach nikt już o tym nie będzie pamiętał - dodał polityk PSL.


Polsat News