PiS złożył w Sejmie projekt zmian zakładający, że wynagrodzenia osób zajmujących kierownicze stanowiska w państwie, m.in. prezydenta, premiera, ministrów, wiceministrów, będą uzależnione od sytuacji gospodarczej. W czasie koniunktury będą oni zarabiać więcej, a podczas kryzysu mniej. Rozwiązanie takie ma dotyczyć także m.in. posłów i senatorów. PiS zaproponowało również m.in. wprowadzenie wynagrodzenie dla pierwszej damy.

 

PO "z dużą rezerwą"

 

Rzecznik PO Jan Grabiec powiedział we wtorek, że projekt zmierzający do podwyżki wynagrodzeń w administracji rządowej Platforma przyjęła "z dużym zdziwieniem i z dużą rezerwą". Podkreślił, że w obliczu kryzysu i ograniczenia wzrostu dochodów Polaków, w 2008 r. rząd PO-PSL zdecydował o zamrożeniu wynagrodzeń w administracji rządowej uważając, że "sfera rządowa powinna zachować się solidarnie i również nie przyznawać sobie podwyżek".

 

Dodał, że jeżeli rozważano wówczas podniesienia wynagrodzeń to dotyczyło to głównie ekspertów i specjalistów wysokiej klasy pracujących dla rządu.

 

Grabiec pytany o pomysł, aby wynagrodzenia osób sprawujących kierownicze funkcje w państwie zależały od wskaźników gospodarczych odpowiedział, że "wszystko zależy od których". - Rozumiem, że PiS, chce zamontować taki mechanizm, pozwalający stale podnosić pensje w sferze rządowej, bowiem to działacze tej partii objęli większość funkcji rządowych, w związku z tym chcą przyznać sami sobie podwyżki  - stwierdził.

 

W jego ocenie trudno znaleźć mechanizm, który by trafnie odzwierciedlał efekt pracy rządu. - Z całą pewnością za dobrą pracę należy dobrze płacić, ale tu akurat w przypadku oceny działań rządu jest to trudne, bo często wzrost PKB, czy wynik budżetu, zależy w większym stopniu od mechanizmów gospodarczych, w skali Europy czy świata, a w mniejszym stopniu od aktywności rządu, w związku z tym trudno, jedno z drugim bezpośrednio powiązać  - dodał.

 

"Filip z konopi"

 

Również posłanka Nowoczesnej Joanna Scheuring-Wielgus - oceniając że PiS wyskoczył "jak Filip z konopi" ze swym projektem - stwierdziła, że ministrów należy wynagradzać, ale za dobrze wykonaną prace. - Nie sądzę, aby ministrowie rządu pani premier Beaty Szydło tę pracę wykonywali dobrze, niestety nie mają się, czym pochwalić - powiedziała Scheuring-Wielgus.

 

Według niej "nie ma dobrych efektów w pracy i zadziwiające jest to, że w momencie, kiedy nie mamy pieniędzy na 500 plus, kiedy premier Morawiecki mówi o tym, że ten program jest na kredyt, Prawo i Sprawiedliwość wyskakuje z pomysłem, aby zwiększać zarobki" m.in. członków rządu.

 

"Pełnienie funkcji ministra to jest misja"

 

Poseł klubu Kukiz\'15 Paweł Grabowski powiedział, że nie jest zwolennikiem rozwiązania, aby zarobki w administracji rządowej były uzależnione od sytuacji gospodarczej. - Uważam, że pensja powinna być w miarę sztywna, z tego względu, że to powoduje pewnego rodzaju pewność sytuacji, w której mamy zatrudnienie  - ocenił.

 

Grabowski jest też przeciwny podwyżce wynagrodzeń w ministerstwach. - Kwestia czynnika finansowego, nie powinna być tym, co motywuje do objęcia teki ministra, ponieważ pełnienie funkcji ministra to jest misja - stwierdził Grabowski. Przyznał ponadto, że jest mocno zaskoczony pomysłem podwyżek zarobków poselskich. Według niego, jeżeli rzeczywiście one wzrosną, klub Kukiz\'15 zdecyduje "w jaki sposób najlepiej byłoby je spożytkować dla społeczeństwa".

 

"Rząd głodny i biedny"

 

Wiceszef klubu PSL Marek Sawicki, odnosząc się do projektu PiS, podkreślił, że "PiS nie po to przejmował władzę, by teraz nie czerpać z niej pełnymi garściami". Poseł ironizował, że rząd jest "słabo doposażony, głodny i biedny". "Pani premier zdecydowała się dosypać swoim" - dodał.

 

Posłowie opozycji pozytywnie na ogół odnoszą się do propozycji wprowadzenia wynagrodzenia dla małżonki prezydenta (lub małżonka jeśli prezydentem zostałaby kobieta).

 

Jak podaje prezydencka kancelaria, obecnie - zgodnie z ustawą - prezydent otrzymuje wynagrodzenie zasadnicze w wysokości 12.365,22zł brutto oraz dodatek funkcyjny w wysokości 5.299, 38 zł i dodatek za wysługę lat, w sumie 20.137,64 zł brutto. W projekcie PiS - wiążącym wysokość wynagrdzenia osób zajmujących kieronicze funkcje w państwie ze wskaźnikami gospodarczymi - zapisano, że wynagrodzenie dla małżonki prezydenta miałoby ono wynosić 55 proc. wynagrodzenia przysługującego prezydentowi.

 

PAP