Wtorkowa rozprawa przed TK odbyła się w pełnym składzie Trybunału - przewodniczył jej prezes TK Andrzej Rzepliński, zaś sprawozdawcą była sędzia Małgorzata Pyziak-Szafnicka.

 

- Ogłoszenie wyroku nastąpi w terminie późniejszym. TK ma termin do trzech miesięcy od zamknięcia rozprawy do ogłoszenia wyroku" - poinformował Adrzej Rzepliński, zamykając rozprawę.

 

Na rozprawie obecni byli: przedstawiciel prezydenta mec. Aleksander Proksa oraz wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak. W TK nie stawili się przedstawiciele: Sejmu, Prokuratora Generalnego oraz resortu infrastruktury i budownictwa.

 

- Nie mamy uczestników postępowania, nad czym możemy tylko wyrazić żal, bo do pewnego stopnia, jak sami państwo widzą, jest to Trybunał niemy - powiedział Rzepliński na początku rozprawy.

 

Zamykając rozprawę, prezes TK wyraził natomiast nadzieję, że uczestnicy postępowania stawią się na ogłoszenie wyroku. - Byłem pesymistą mówiąc, że będzie to Trybunał niemy. Dzięki naszemu wspólnemu wysiłkowi obecni na tej sali mieli szansę zapoznać się z dyskusją i sporem prawnym w sprawie tego problemu konstytucyjnego - zaznaczył, odnosząc się do przebiegu rozprawy.

 

Od kilku miesięcy trwa kryzys wokół TK, który nie wyznaczał terminów rozpraw, chcąc najpierw zbadać grudniową nowelę ustawy o TK autorstwa PiS. 9 marca 12-osobowy skład TK orzekł, że cała nowela narusza konstytucję. Według rządu nie był to wyrok i dlatego nie został opublikowany. Niepublikowane są też kolejne wyroki wydawane przez TK po 9 marca - przedstawiciele władz mówią, że TK ma orzekać zgodnie z grudniową nowelą.

 

Wątpliwości byłego prezydenta

 

Ustawa - nowelizująca przepisy o gospodarce nieruchomościami oraz Kodeks rodzinny i opiekuńczy - uchwalona została przez Sejm poprzedniej kadencji przed rokiem i zaskarżona przez prezydenta w sierpniu 2015 r.

 

- Wątpliwości co do konstytucyjności przepisów objętych wnioskiem były zgłaszane już w trakcie prac parlamentarnych nad ustawą, w Senacie i w Sejmie - powiedział mec. Proksa przedstawiając stanowisko wyrażone we wniosku prezydenta. Dodał, że przepisy te winny być zbadane przez TK, tym bardziej, że w przypadku ich ewentualnego wejścia w życie będą one miały "doniosłe i daleko idące negatywne skutki dla byłych właścicieli gruntów warszawskich lub ich następców prawnych".

 

Ma rozwiązać problemy związane z reprywatyzacją

 

Wiceprezydent Jóźwiak powiedział dziennikarzom przed rozpoczęciem rozprawy, że najkorzystniejsze dla miasta byłoby uznanie przez TK ustawy za zgodną z konstytucją. - Potem będziemy liczyli na podpis prezydenta Andrzeja Dudy, tak żeby móc ją jak najszybciej stosować - dodał.

 

Jóźwiak przekonywał, że ustawa rozwiązuje wszystkie najbardziej palące problemy związane z reprywatyzacją. Pytany, co zrobi miasto, jeżeli TK uzna ustawę za niekonstytucyjną, poinformował, że ratusz już blisko miesiąc temu złożył do prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu oraz szefów klubów parlamentarnych kolejny projekt przepisów przygotowując się na możliwość niekorzystnego rozstrzygnięcia TK.

 

Ustawa miała m.in. wprowadzić nowe przesłanki rozpatrywania wniosków byłych właścicieli. - Są one dla nich niekorzystne, bo rozszerzają podstawy prawne umożliwiające odmowę realizacji ich praw - informowała wówczas Kancelaria Prezydenta.

 

Dodatkowo ustawa miała pozwolić zakończyć prowadzone postępowanie, gdy nie można odnaleźć byłego właściciela. Może to nastąpić, gdy w ciągu sześciu miesięcy nikt się nie zgłosi lub pomimo zgłoszenia nie udowodni swoich praw w ciągu kolejnych trzech miesięcy. - Obie regulacje pogarszają sytuację byłych właścicieli. Mimo że ich skutkiem może być pozbawienie byłych właścicieli ich roszczeń ustawa nie przewiduje w zamian rekompensaty - wskazywała Kancelaria.

 

Koniec z handlem roszczeniami

 

Celem przygotowanej przez Senat nowelizacji była likwidacja patologii związanych z nieuregulowaniem własnościowym nieruchomości warszawskich. Chodzi m.in. o handel roszczeniami - w procederze tym różne podmioty skupują od byłych właścicieli roszczenia do nieruchomości, a potem zarabiają na ich sprzedaży po znacznie wyższych cenach rynkowych.

 

Nowela wprowadza obowiązek, by takie umowy miały charakter notarialny, co wymusiłoby ujawnienie kwot, za jakie roszczenia zostały kupione. Ponadto nowe przepisy stanowią, że miasto st. Warszawa będzie miało prawo pierwokupu gruntu od nabywcy roszczenia (właściciela gruntu wywłaszczonego dekretem Bieruta) po cenie z nim ustalonej. Chodzi o grunty, na których znajdują się budynki użyteczności publicznej - rozwiązanie zakładające takie prawo pierwokupu zabezpieczyć ma interesy warszawiaków i uchronić ich przed likwidacją takich placówek jak szpitale czy szkoły.

 

Ponadto, zgodnie z nowelą, w przypadku gruntów, na których stoją placówki użyteczności publicznej (np. przedszkola, szkoły, place zabaw, placówki kultury), ma być możliwość odmówienia ich zwrotu w naturze. W noweli podjęto też próbę rozwiązania innego problemu - zarządzania nieruchomościami przez kuratorów byłych właścicieli - kuratorem można zostać nie wykazując nawet, że b. właściciel żyje - wystarczy twierdzić, że wciąż się go szuka. Nowela wprowadza przepis, że "nie ustanawia się kuratora, jeśli są przesłanki, że osoba nie żyje".

 

Dekret Beiruta

 

Skutkiem wejścia w życie tzw. dekretu Bieruta z 1945 r. było przejęcie wszystkich gruntów w granicach miasta przez gminę miasta stołecznego Warszawy, a w 1950 r. - w związku ze zniesieniem samorządu terytorialnego - przez Skarb Państwa. Dekretem uzasadnianym "racjonalnym przeprowadzeniem odbudowy stolicy i dalszej jej rozbudowy zgodnie z potrzebami narodu" objęto ok. 12 tys. ha gruntów, w tym ok. 20-24 tys. nieruchomości.

 

Przejęte zostały grunty, natomiast budynki należały nadal do dawnych właścicieli. Jeśli jednak chcieli oni zachować prawo własności budynku i uzyskać prawa do gruntu, musieli w ciągu sześciu miesięcy od dnia objęcia gruntów w posiadanie przez gminę złożyć wniosek o ustanowienie prawa wieczystej dzierżawy z czynszem symbolicznym.

 

Gmina miała obowiązek uwzględnienia wniosków, jeżeli korzystanie z gruntów przez dotychczasowych właścicieli dawało się pogodzić z przeznaczeniem tych gruntów, określonym w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Składane w tej sprawie wnioski pozostawały jednak często bez rozpatrzenia lub wydawano decyzje odmowne, bez podawania podstaw prawnych odmowy. Wiele osób nie złożyło w ogóle wniosków, ponieważ np. jako "wrogowie ojczyzny" były uwięzione przez komunistyczne władze, przebywały za granicą albo nie zostały poinformowane o możliwości złożenia takiego wniosku.

 

Obecnie odzyskania praw do nieruchomości nie można domagać się, jeśli w przeszłości nie został złożony wniosek o ustanowienie prawa własności czasowej. Ci, którym w przeszłości odmówiono takiego prawa (lub ich spadkobiercy), mogą próbować doprowadzić do uznania bezprawności decyzji odmownej, a następnie domagać się ustanowienia prawa użytkowania wieczystego gruntu.

 

PAP