Sąd skazał ponadto lekarza na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu i 10 tys. zł grzywny, a jego żonę na rok więzienia w zawieszeniu i 5 tys. zł grzywny. Małżeństwo nie pojawiło się na rozprawie w sądzie.

 

Uniknęli komornika

 

Lekarz już raz został skazany, po ośmiu latach trwania sprawy. Pacjentce sąd przyznał odszkodowanie i zasądził miesięczną rentę. Pojawił się jednak problem.

 

Po wyroku żona lekarza wystąpiła bowiem do sądu o alimenty, choć nie wniosła ani o rozwód ani o separację. Sąd przyznał na nią i na dorosłe dzieci od Wiesława S. 19,5 tys. zł. Do tego lekarz ze swoją żoną podpisał umowę o rozdzielności majątkowej i przekazał jej samochody oraz nieruchomości.

 

Komornik, który miał ściągać odszkodowanie na rzecz rodziny Kozodój miał zawiązane ręce. Z pensji ściągano najpierw alimenty, później inne należności. Maksymalnie można z niej odprowadzić… 19,5 tys. zł., czyli dokładnie tyle, ile lekarz oddawał własnej żonie. Dla poszkodowanej pacjentki pieniędzy już nie starczało.

 

Sędzia Magdalena Leworowska uznała we wtorek, że Wiesław S. jest winny i celowo przepisał majątek na żonę, by nie płacić kobiecie, która od 10 lat przez jego błąd przykuta jest do łóżka.

 

W trakcie śledztwa i procesu małżonkowie nie przyznali się do winy. W sądzie tłumaczyli, że decyzje majątkowe podejmowali z powodów osobistych. Małgorzata S. przekonywała, że nie wiedziała o długu męża.

 

"Córka będzie warzywko"

 

Do tragedii doszło 10 lat temu. Katarzyna Kozodój zgłosiła się na zabieg do jednej ze szczecińskich prywatnych klinik. Wiesław S., lekarz-anestezjolog, usypiając kobietę przebił jej tchawicę. Sprawą w kwietniu br. zajmował się program "Państwo w Państwie". Z ustaleń reporterów wynika, że u kobiety doszło do niedotlenienia mózgu. Mężczyzna miał zorientował się dopiero po 10 minutach, bo rozmawiał przez telefon.

 

- "Córka będzie warzywko", powiedział do nas - wspominał w "PwP" opiekujący się całkowicie sparaliżowaną córką Jan Kozdój.

 

radioszczecin.pl, Polsat News