- Nikt nie powinien odczuwać chęci zemsty (..), to jest całkowicie nie do przyjęcia w państwie prawa - powiedział turecki premier w Ankarze. Według niego Turcja nie powinna dopuścić, by ktoś wykorzystał obecną sytuację. - Dzisiaj potrzebujemy jedności (...) i braterstwa - oświadczył Yildirim po spotkaniu z szefem głównego ugrupowania opozycyjnego, Partii Ludowo-Republikańskiej (CHP).

 

"Ekstradycja naczelnego terrorysty"

 

Yildrim zapowiedział, że władze usuną "z korzeniami" ruch mieszkającego w USA kaznodziei Fethullaha Gulena, oskarżanego przez władze w Ankarze o to, że stał za przewrotem. Jak oświadczył premier chodzi o to, by organizacja Gulena już nigdy nie zdradziła narodu tureckiego.

 

- Wysłaliśmy do USA cztery dokumenty w celu zwrócenia się z wnioskiem o ekstradycję naczelnego terrorysty - powiedział w parlamencie premier Turcji Binali Yildirim. - Pokażemy im więcej dowodów, niż chcą - dodał. Yildirim nie poinformował, czy dokumentacja jest równoznaczna z wysłaniem oficjalnego wniosku ekstradycyjnego - odnotowuje agencja Reutera.

 

- Powiadam wam: nie chrońcie więcej tego zdrajcy, tego naczelnego terrorysty - wzywał szef tureckiego rządu. - Nie mamy najmniejszej wątpliwości co do tego, kto zaplanował i przeprowadził udaremniony pucz - zaznaczył Yildirim, wskazując na "równoległą strukturę terrorystyczną", określenie, jakiego tureckie władze używają w odniesieniu do organizacji Gulena.

 

"Mamy więcej niż wystarczającą ilość dowodów"

 

Minister sprawiedliwości Turcji Bekir Bozdag powiedział dziennikarzom przed parlamentem: - Na Gulena mamy więcej niż wystarczającą ilość dowodów, więcej niż moglibyście prosić. Nie ma potrzeby udowadniać próby puczu; wszystkie dowody wskazują, że próba zamachu stanu została podjęta z jego woli i na jego rozkazy.

 

Fethullah Gulen stoi na czele ruchu Hizmet ("usługi" w języku tureckim), który posiada ogromną sieć szkół, organizacji pozarządowych oraz firm i jest bardzo wpływowy w mediach, policji i sądownictwie.

 

Żyjący na dobrowolnym wygnaniu w USA Gulen to niegdysiejszy sojusznik, a obecnie wróg numer 1 prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, który oskarża go o budowanie w instytucjach państwa, w tym w wojsku, "struktur równoległych" dążących do przejęcia władzy. Taką próbę - zdaniem Erdogana - miała w nocy z piątku na sobotę podjąć "klika" żołnierzy i oficerów będących zwolennikami Gulena.

 

Czystki w kancelarii premiera i urzędzie ds. religijnych

 

W związku z podejrzeniem o udział w niedawnej próbie puczu i pod zarzutem powiązań z terroryzmem setki osób odsunięto od pracy w kancelarii premiera Turcji i w tureckim urzędzie ds. religijnych. W kancelarii premiera Binalego Yildirima jest to 257 osób - informuje we wtorek Reuters, powołując się na źródła w ekipie szefa tureckiego rządu.

 

W urzędzie ds. religijnych (Diyanet), najwyższej islamskiej władzy w Turcji, od pracy odsunięto 492 osoby. Diyanet poinformował o tym we wtorek w oświadczeniu.

 

O zorganizowanie puczu Ankara oskarża mieszkającego w USA islamskiego kaznodzieję Fethullaha Gulena. Tureckie władze domagają się jego ekstradycji. Gulen, który ma wielu sympatyków w tureckiej służbie cywilnej, sądownictwie i policji, zdecydowanie zaprzecza, jakoby miał cokolwiek wspólnego z piątkową próbą puczu.

 

Według Reutera szacuje się, że w kancelarii premiera Turcji pracuje ok. 2,6 tys. osób., a w urzędzie ds. religijnych ponad 100 tys. osób.

 

W następstwie nieudanej próby puczu śmierć poniosło 232 osoby; do aresztu trafiło 7500 wojskowych i sędziów, w tym 118 generałów i admirałów - informuje turecka agencja państwowa Anatolia.

 

PAP