Biedroń komentował pomysł PiS, by podwyższyć pensje rządzącym, w tym prezydentowi. Zapytany o możliwość podniesienia pensji prezydentom miast Biedroń stwierdził: "nie oczekuję tego i byłbym pierwszym, który by protestował w tej sprawie, dlatego że PiS tego nie zrobi, bo większość prezydentów miast w Polsce jest niezależnych albo z PO, więc nie ma interesu politycznego".


Zapytany o wysokość swoich zarobków odpowiedział: "zarabiam 7 tys. złotych netto, ale nie narzekam. To dużo mniej niż zarabiałem jako parlamentarzysta".


- Zarabiam najmniej z wszystkich prezydentów miast w Polsce, ale tez mniej niż np. wójtowie okolicznych gmin wokół Słupska - dodał.

 

"Polski nie stać na to żeby płacić aż tak wysokie wynagrodzenia dla polityków"

 

- Uważam, że jeśli się zarządza skromnym budżetem skromnego miasta, to się powinno też skromnie zarabiać. Myślę, że taka idea też powinna przyświecać rządzącym. Polska nie jest najbogatszym krajem,  Polski nie stać na luksusowe życie, Polski nie stać na to żeby płacić aż tak wysokie wynagrodzenia dla polityków, z których zresztą większość Polaków jest niezadowolona. Z jednym wyjątkiem: uważam  że dobrym pomysłem jest wynagrodzenie dla pierwszej dajmy. Jest pewną niesprawiedliwością, że oczekuje się od pierwszej damy, że zaangażuje się w stu procentach we wspieranie prezydenta nie dając jej żadnej perspektywy, nawet bezpieczeństwa emerytalnego - zauważył prezydent Słupska.


Jego zdaniem "podwyżki dla premiera, prezydenta, parlamentarzystów, ministrów są o tyle rażące, że dzisiaj wiemy, że pielęgniarki domagają się podwyżki o 500 zł. Przepraszam, jeśli parlamentarzyści dostają podwyżkę prawie 3 tys. zł, ministrowie 5 tys. zł, to razi społeczeństwo i nie dziwie się, że razi".

 

O ewentualnym starcie w wyborach prezydenckich


Zapytany żartobliwie o to, czy sam nie zostałby prezydentem, z proponowanymi przez PiS zarobkami 24 tys. zł miesięcznie, Biedroń odpowiedział, że "prezydentem Polski, ani podobnie jak prezydentem Słupska, nie zostaje się dla pieniędzy. To jest służba. Jestem urzędnikiem, który został wynajęty przez mieszkańców do dobrego zarządzania miastem. Jeżeli ktoś chce dobrze zarabiać, to się zapisuje do biznesu, tam są dobre pieniądze".


- Widzi pan taką trójcę: Andrzej Duda, Donald Tusk, Robert Biedroń w 2020 roku? - drążyła temat ewentualnego startu Biedronia w wyborach prezydenckich prowadząca.


- Nie, nie widzę. Widzę siebie w Słupsku, w stu procentach spełniam się swoim miejscu, oczywiście pamiętając o perspektywie ogólnopolskiej. Dla mnie Polska jest ważna. Przeżyłem wiele złego w Polsce jako Robert Biedroń, ale przeżyłem też mnóstwo fantastycznych rzeczy - odpowiedział polityk.

 

"Kibicuję papieżowi Franciszkowi"

 

Grupa "Wiara i tęcza" zrzeszająca wierzących homoseksualistów w czasie Światowych Dni Młodzieży organizuje "Przystań Pielgrzymów LGBT" i zaprasza "wierzące lesbijki, gejów, biseksualnych, transpłciowych", do udziału w ich wydarzeniach. Zapytany o ten pomysł Biedroń odpowiedział: - Geje i lesbijki są częścią naszego społeczeństwa, a polskie społeczeństwo jest w większości katolickie i tacy są też geje i lesbijki. Bardzo wielu wśród nich jest katolików, którzy jakoś muszą sobie radzić z wiarą.


Przyznał, że kibicuje papieżowi Franciszkowi i nie może doczekać się jego przybycia do Polski. Podkreślił, że Franciszek daje szanse Kościołowi na to żeby "podążył z duchem czasu, żeby miał szansę, żeby złapać kolejny oddech, który sprawi że będzie jeszcze silniejszy". - Takiemu Kościołowi kibicuję. Kiedy widzę miłosierdzie papieża Franciszka, zaczynam żałować, że nie jestem katolikiem - powiedział prezydent Słupska.

 

Polsat News