Piotr K. w sierpniu ubiegłego roku przywiązał swoją suczkę do płotu schroniska w Sonieczkowie koło Augustowa. Zostawił psa w pełnym słońcu w czasie, kiedy przez Polskę przetaczała się fala upałów i odjechał. Wodę przywiózł dopiero po kilkudziesięciu minutach. Nie powiadomił nikogo w schronisku. Wszystko nagrała kamera monitoringu, a flimik szybko trafił do sieci.

 

Biegacz zdziwiony, kariera w gruzach

 

Schronisko sprawę opisało na Facebooku, a do organów ścigania spłynęły zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

 

Na znanego ultramaratończyka spadła ogromna fala krytyki, szczególnie w mediach społecznościowych. Początkowo Piotr K. bagatelizował sprawę. Na swoim profilu na Facebooku napisał: "Przyznaję się do tego, co zrobiłem i proszę o najwyższy wymiar kary, chętnie popracuję społecznie w miejscu publicznym, gdzie ludzie bez problemu będą mogli mi napluć w twarz!".

 

 

Potem nieco zmienił ton. "Przeczytałem wszystkie komentarze i teraz już wszystko rozumiem. Naprawdę cieszy mnie ten lincz, bo to tak zwane zjawisko tłumu, tak było z Jezusem. Jeden krzyknął na krzyż, a tłum bezmyślnie zrobił swoje" - napisał na Facebooku. "Niedługo jak widzę i tak mnie zlinczują pseudo miłośnicy psów. Los tak chciał że po drodze było schronisko w Białymstoku i co ciekawe tam też ludzie zostawiają tak jak ja psy i nie ma wielkiego halo!" – dodał. -  Bardzo bym chciał teraz odzyskać psa, bo nigdzie nie będzie mu tak dobrze jak u mnie - tłumaczył K.

 

Po aferze zaczęli wycofywać się sponsorzy biegacza. Urząd marszałkowski województwa podlaskiego nie chciał, aby K. promował dalej region. Poproszono biegacza, by usunął z koszulek symbol województwa podlaskiego.

 

Ultramaratończyk zapowiedział, że wycofa się z biegania i zajmie się pracą zawodową. - Jestem murarzem, więc podejmę pracę na budowie, ale za granicą. Nie chcę w tym kraju pracować - zapowiedział.

 

Proces odroczony

 

Oskarżony chciał dobrowolnie poddać się karze - proponował grzywnę w wysokości 1350 zł oraz 1 tys. zł na cel związany z ochroną zwierząt. Na to jednak nie zgodziły się organizacje zajmujące się zwierzętami oraz sąd. Prokuratura przygotowała więc akt oskarżenia. W poniedziałek w Sądzie Rejonowym w Augustowie odbyła się pierwsza rozprawa.

 

Biegacz, powołując się na trudną sytuację życiową, złożył wniosek o przyznanie mu obrońcy z urzędu. Proces został odroczony.

 

polsatnews.pl