Kierownictwo w watykańskim biurze prasowym przejmują osoby świeckie - zauważają media. Zastępczynią Burke’a, niegdyś wysłannika telewizji Fox News w Watykanie, będzie dotychczasowa korespondentka radia hiszpańskiego episkopatu Paloma Garcia Ovejero.

 

Wcześniej świeckim rzecznikiem Watykanu przez niemal cały pontyfikat Jana Pawła II był Hiszpan Joaquin Navarro-Valls, również były dziennikarz.

 

Ksiądz Lombardi zastąpił Navarro-Vallsa 11 lipca 2006 roku, a więc w drugim roku pontyfikatu Benedykta XVI. Przez kilka lat pełnił jednocześnie trzy kluczowe funkcje w mediach za Spiżową Bramą; był dyrektorem biura prasowego Stolicy Apostolskiej, Radia Watykańskiego i watykańskiego Ośrodka Telewizyjnego (CTV).

 

Ostatnia konferencja

 

73-letni jezuita, z wykształcenia matematyk i teolog, zakończy pełnienie swych obowiązków w wyjątkowej sytuacji - w dniu powrotu papieża z Polski do Rzymu. Jako rzecznik ostatni raz w drodze powrotnej z Krakowa poprowadzi konferencję prasową Franciszka na pokładzie samolotu dla kilkudziesięciu dziennikarzy z całego świata, wśród których będą wysłannicy największych polskich mediów.

 

Dziennikarze akredytowani w biurze prasowym Stolicy Apostolskiej mają z księdzem Lombardim codzienny kontakt. Cierpliwie odpisuje zawsze na pytania w mejlach, prowadzi konferencje prasowe, wyjaśnia na briefingach często zawiłe watykańskie dokumenty. Podczas jednego z takich spotkań przed kilkoma laty, gdy za pontyfikatu Benedykta XVI wprowadzono skrupulatne kontrole przepływu pieniędzy między Włochami a watykańskim bankiem, obrazowo tłumaczył dziennikarzom, jakie sumy można by wnieść w walizeczce za Spiżową Bramę i jakie wynieść oraz kiedy trzeba by tłumaczyć się z jej zawartości pilnującemu bramę Szwajcarowi.

 

Opanowany w ekstremalnie trudnych sytuacjach

 

"To ilu Polaków przyjedzie na beatyfikację Jana Pawła II? Bo my wciąż nie wiemy" - pytał polskich korespondentów w 2011 roku.

 

Watykanistom pozostał w pamięci przede wszystkim 11 lutego 2013 roku, gdy zachował niesłychany spokój i opanowanie zaraz po ogłoszeniu sensacyjnej decyzji Benedykta XVI o ustąpieniu z urzędu.

 

Podczas gdy media z całego świata wpadły niemal w panikę, ksiądz Lombardi niewzruszony rozejrzał się po sali konferencyjnej i spokojnym głosem powiedział: "Dobrze, skoro wszyscy są, możemy zaczynać". Tak właśnie wspomina go watykanista dziennika "Corriere della Sera" Gian Guido Vecchi.

 

Jak zauważył, w tych niezwykłych okolicznościach, podczas transmisji prowadzonej na całą planetę, włoski jezuita ze spokojem tłumaczył wtedy to wydarzenie, "jakby dymisja papieża była czymś najnormalniejszym na świecie".

 

"Błyskotliwy", "z poczuciem humoru"

 

Przez następne tygodnie lutego i marca 2013 roku, do czasu konklawe i wyboru Franciszka, ksiądz Lombardi prowadził niemal codzienne konferencje prasowe dla coraz większej liczby dziennikarzy przybywających w tym historycznym momencie do Rzymu. Wszyscy zapamiętali styl, jaki wówczas wypracował: błyskotliwość, poczucie humoru, szczypta ironii, przyjazny nastrój, szczerość i bezpośredniość. W tamtych dniach i rzecznik Watykanu rozkładał czasem ręce w reakcji na niektóre pytania dziennikarzy.

 

Kiedy na samym początku wakatu w Stolicy Apostolskiej chcieli dowiedzieć się, jak będzie nazywał się Benedykt XVI po abdykacji, jaki będzie miał status i gdzie będzie mieszkał, ksiądz Lombardi mówił: "Jeszcze nie wiemy, jeszcze nie zapadła decyzja" i wytrwale przypominał, że to pierwsze takie wydarzenie w historii Kościoła.

 

Po początkowym napięciu i zaskoczeniu ksiądz Lombardi zdołał przekonać dziennikarzy, że choć to, co się stało, nie ma precedensu, należy odbierać rozwój wydarzeń spokojnie i bez zdenerwowania.

 

Wszyscy stopniowo uświadamiali sobie, że po raz pierwszy mówi się o zbliżającym się konklawe nie w cieniu śmierci papieża i uroczystości pogrzebowych. Dlatego na codziennych spotkaniach w biurze prasowym przy via della Conciliazione nie brakowało żartobliwych uwag i swobodnego klimatu.

 

Wtedy również ks. Lombardi nazwał ustąpienie papieża Ratzingera "wielkim aktem zarządzania Kościołem". To określenie przeszło do historii i używane jest przez papieża Franciszka, gdy z uznaniem mówi o swym poprzedniku i jego decyzji.

 

Problem "Vatileaks"

 

Jako rzecznik ks. Lombardi musiał uporać się z ogromną falą zainteresowania światowych mediów, jakie wywołały dwie różne odsłony skandalu z wyciekiem dokumentów z Watykanu, dwukrotnie nazwane "Vatileaks".

 

Pierwsza sprawa miała miejsce pod koniec pontyfikatu Benedykta XVI, gdy jego ówczesny majordomus Paolo Gabriele został aresztowany pod zarzutem kradzieży tajnych dokumentów i korespondencji z papieskiej kancelarii. Ukazały się one w książce włoskiego dziennikarza. Służący został postawiony przed sądem w Watykanie, skazany, a następnie ułaskawiony przez papieża.

 

Trzy lata później, już za pontyfikatu Franciszka, doszło do kolejnego spektakularnego wydarzenia: jednego dnia wydano dwie książki włoskich dziennikarzy, napisane na podstawie następnych poufnych watykańskich materiałów na temat finansów i przywilejów kościelnej hierarchii. Sprawa ta miała finał sądowy na początku lipca. Trybunał w Watykanie uniewinnił dziennikarzy i skazał dwoje współpracowników Stolicy Apostolskiej, oskarżonych o kradzież poufnych dokumentów.

 

Ks. Lombardi zapytany, który moment był dla niego najtrudniejszy w ciągu 10 lat pracy, odparł, że była to sprawa ujawnianego skandalu pedofilii w Kościele. Zapewnił, że starał się przeżyć ją, podążając drogą "prawdy i jawności", zgodnie z wolą wyrażoną jeszcze przez Benedykta XVI.

 

Przyznał, że wybór Franciszka był dla niego ogromnym zaskoczeniem. "Potrzebowałem godziny, by dojść do siebie, gdy wybór został ogłoszony" - wyznał. - "Nie sądziłem, że zostanie wybrany papież jezuita, mój współbrat”.

 

Mówiąc o swych relacjach z dziennikarzami, rzecznik stwierdził, że są to ludzie o bardzo różnych postawach; od tych pełnej wrażliwości wobec spraw Kościoła po tych, żyjących dalej od niego czy nawet obojętnych. "Starałem się nawiązać swobodne kontakty, w duchu szacunku i służby szanując wolność każdego, nie manipulując czy wywierając wpływ" - zapewnił.

 

PAP