Gra dla posiadaczy systemu IOS jak i Androida jest dostępna zaledwie od 6 lipca, a już cieszy się olbrzymim zainteresowaniem nie tylko ze strony młodzieży, ale także i starszych użytkowników, którzy pamiętają jeszcze Pokemony ze słynnej kreskówki i gier na konsole.

 

Żeby zagrać w Pokemon GO należy ściągnąć aplikację na smartfona lub tablet oraz mieć dostęp do internetu z GPS-em, bo aplikacja na bieżąco pobiera mapę Google. Gra jest bezpłatna, ale można w niej dokonywać mikropłatności za pomocą waluty Pokecoins. Dzięki temu możliwe jest zwiększenie pojemności plecaka, lub szybsze otrzymanie interesujących gracza przedmiotów.

 

Ogromna popularność i miliardy dolarów

 

Gra już została uznana za największą mobilną grę w USA. Tam tylko jednego dnia Pokemony łapało aż 21 milionów osób. Aplikację stworzyli programiści dwóch firm: Nintendo i Niantic Labs. Dzięki Pokemon GO w zaledwie kilka dni wartość tej pierwszej spółki powiększyła się o 9 miliardów dolarów. 

 

Gra w amerykańskim AppStorze znalazła się na pierwszym miejscu wśród darmowych pobrań, tym samym wyprzedzając m.in. Snapchata i Messengera. Udało się jej również dorównać Twitterowi pod względem liczby aktywnych użytkowników. Twórcy w Hollywood już przymierzają się do wyprodukowania filmu, w którym wystąpią te sympatyczne stworzenia.

 

W końcu Polska

 

Na początku grać można było tylko w Stanach Zjednoczonych, Australii i Nowej Zelandii. Potem Pokemony mogli łapać obywatele także innych państw, aż w końcu gra trafiła do internetowych sklepów w Polsce oraz 25 innych krajach. Aplikację można w naszym kraju ściągać na systemy Androd i iOS od soboty. Łącznie grać w tę grę można już w 34 państwach.

 

O co chodzi?

 

Gra  wykorzystuje tzw. rzeczywistość rozszerzoną. Integruje świat bajkowych bohaterów z prawdziwym otoczeniem. Twórcy zabawy wykorzystali zainstalowane w telefonach systemy GPS i kamery. Podczas gry na ekranie smartfona wyświetla się obraz z jego kamery, ale jest wzbogacany o wirtualne elementy. Zasady gry są proste. Należy tropić i łapać fikcyjne stworzenia. W sumie jest ich 151.

 

Ważny jest rozsądek

 

Łapiąc Pokemony należy zachować szczególną ostrożność. W Meksyku jeden z graczy zginął, bo grając spadł z mostu. W USA gracz, który chciał złapać Pokemona zatrzymał się na autostradzie, inny uderzył w drzewo. Media donoszą o licznych przypadkach złamań, czy skręceń rąk i nóg.

 

Ale gra ma też swoje pozytywne strony. Wiele osób zauważa, że dzięki niej dużo młodych ludzi, zamiast siedzieć w domu przez telewizorem, czy komputerem, biega po mieście i łapie Pokemony.

 

Nie mają umiaru?

 

Część miejsc, w których pojawili się gracze, wydaje się być jednak nie do końca odpowiednia dla takiej rozrywki. Władze waszyngtońskiego Muzeum Holocaustu zaprotestowały przeciwko szukaniu Pokemonów na jego terenie.

 

- Granie w grę nie jest właściwe w muzeum, które powstało ku pamięci ofiar nazizmu - powiedział "Washington Post" Andrew Hollinger, dyrektor ds. komunikacji w Muzeum Holocaustu. - Staramy się ustalić czy jest możliwe, by wykluczyć obszar muzeum z gry - dodał.

 

Jak zauważa "Washington Post", większość graczy nie uważa jednak, by szukanie pokemonów w Muzeum Holocaustu było przejawem braku szacunku. - To nie tak, że my tu przychodzimy pograć - powiedziała 37-letnia Angie. - Po prostu chcemy je wszystkie znaleźć - dodała.

 

Gracze łapią Pokemony również na terenie Muzeum w Auschwitz. Jego władze zaapelowały do nich, żeby nie wykorzystywać do zabawy miejsca zagłady.

 

Choć aplikację można już w Polsce ściągnąć, część graczy skarży się na przeciążone serwery, które uniemożliwiają grę. Twórcy gry wiedzą o problemie, zapewniają, że pracują nad jego rozwiązaniem i apelują o cierpliwość.

 

polsatnews.pl