Po Brexicie Wielka Brytania będzie miała tylko jedną granicę lądową z krajem członkowskim Unii Europejskiej. Przywódcy zarówno irlandzcy, jak i północnoirlandzcy chcą zagwarantować dalszy swobodny przepływ osób i towarów, także przez Morze Irlandzkie, poprzedzający jednoczesne przystąpienie Wielkiej Brytanii i Irlandii do Wspólnoty w 1973 roku.

 

- Z pewnością nie chcemy powrotu do granic z przeszłości, nie chcemy ustanowienia tej twardej granicy i sądzę, że jest autentyczne poczucie zaangażowania ze strony władz Wielkiej Brytanii i Irlandii, żeby podtrzymać Wspólny Obszar Podróży - powiedział Brokenshire publicznemu irlandzkiemu nadawcy RTE. Dodał, że jest w tej sprawie w kontakcie z Dublinem.

 

W skład Wspólnego Obszaru Podróży wchodzą Irlandia, Wielka Brytania, wyspa Man i wyspy na kanale La Manche.

 

- Dostrzegam bardzo ważne korzyści z przepływu ludzi, ale także towarów, usług i handlu, i znaczenie tego dla gospodarki - wskazał minister.

 

Brokenshire prowadził kampanię na rzecz pozostania Wielkiej Brytanii w UE przed czerwcowym referendum, w którym prawie 52 proc. głosujących opowiedziało się za wyjściem ze Wspólnoty. Zaznaczył jednak, że obecnie najważniejszą kwestią jest uzyskanie możliwie najlepszych warunków dla Irlandii Północnej po opuszczeniu Unii przez Wielką Brytanię.

 

Większość wyborców w Irlandii Płn. w referendum zagłosowało za pozostaniem w UE. Wielu obawia się przywrócenia kontroli granicznych i zerwania więzów handlowych i finansowych. Dublin już szuka poparcia ze strony innych krajów UE dla swojego stanowiska, że granica z Wielką Brytanią powinna pozostać otwarta. W tym tygodniu uzyskał poparcie ze strony Włoch.

 

Na brytyjsko-irlandzkiej granicy lądowej znajdowały się posterunki wojskowe do 1998 roku, kiedy porozumienie pokojowe położyło kres trzem dekadom aktów przemocy pomiędzy protestanckimi unionistami, którzy są za utrzymaniem Irlandii Północnej w Wielkiej Brytanii, oraz katolickimi republikanami, którzy opowiadają się za przyłączeniem do Irlandii.

 

PAP