Strony, które pozostawały tajne przez kilkanaście lat, zawierają niepotwierdzone informacje o kontaktach przyszłych zamachowców z osobami powiązanymi z władzami saudyjskimi. Raport nie przesądza, czy te osoby znały plany przeprowadzenia zamachów. Zawarte tam informacje były tropami, które dopiero miały być zbadane przez FBI.

 

Arabia Saudyjska stanowczo odrzuca oskarżenia, że miała cokolwiek wspólnego z atakami na Nowy Jork i Waszyngton sprzed blisko 15 lat. Pożywką dla takich zarzutów, wysuwanych przez część rodzin ofiar i amerykańskich polityków, było właśnie utajnienie 28 stron (na 838 ogółem) raportu Kongresu USA poświęconego atakom.

 

Spekulowano, że są tam dowody wskazujące na jakieś związki Arabii Saudyjskiej z zamachami, idące dalej niż powszechne znany fakt, że 15 z 19 terrorystów było Saudyjczykami należącymi do Al-Kaidy dowodzonej przez innego bogatego Saudyjczyka - Osamę bin Ladena.

 

Arabia Saudyjska nie zachęcała do ataków

 

Według Białego Domu na takie związki nie ma żadnych dowodów. - To potwierdzenie tego, o czym mówiliśmy od pewnego czasu - powiedział rzecznik prezydenta Baracka Obamy, Josh Earnest. Podkreślił, że ujawnione "28 stron" nie rzuca żadnego nowego światła na rolę Arabii Saudyjskiej.

 

Władze Arabii Saudyjskiej wyraziły nadzieję, że opublikowanie tajnych dotąd stron raportu całkowicie oczyści kraj z podejrzeń.

 

- Od 2002 roku komisja ds. zamachów z 11 września, wiele agencji rządowych, w tym FBI i CIA badało zawartość 28 stron i potwierdziło, że ani saudyjski rząd, ani wysocy rangą przedstawiciele władz ani jakakolwiek osoba działająca w imieniu saudyjskiego rządu nie dostarczyła wsparcia ani nie zachęcała do ataków - oświadczył saudyjski ambasador w Waszyngtonie Abdullah as-Saud.

 

Część raportu utajnił George W. Bush

 

Przewodniczący komisji wywiadu Kongresu USA Devin Nunes wyraził poparcie dla odtajnienia "28 stron", zwracając uwagę, że zawierają one niepotwierdzone poszlaki, które były dopiero później w pełni badane przez odpowiednie służby.

 

Z kolei były senator z Florydy Bob Graham, który współprzewodniczył śledztwu Kongresu, uznał, że z ujawnionych stron bardzo jasno wynika, że Arabia Saudyjska była głównym źródłem finansowania zamachów.

 

Decyzję o utajnieniu 28 stron podjął w 2002 roku ówczesny prezydent George W. Bush. Zdaniem agencji AP zrobił to nie tylko, by chronić źródła i metody wywiadowcze, ale także po to, by nie narażać na szwank stosunków z Arabią Saudyjską, która jest długoletnim i ważnym sojusznikiem USA w rejonie Zatoki Perskiej.

 

W zamachach z 11 września 2001 roku zginęło blisko 3 tys. osób.

 

PAP