- Akt oskarżenia w tej sprawie został skierowany do Sądu Okręgowego w Płocku - poinformowała w piątek rzeczniczka płockiej Prokuratury Okręgowej Iwona Śmigielska-Kowalska.


Zgodnie z art. 148 Kodeksu karnego, kto zabija człowieka - podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od 8 lat, karze 25 lat więzienia albo karze dożywocia. Czyn kwalifikowany jest jako zbrodnia.


Nie przyznał się do winy


Bartosz N., który ukrywał się od czerwca 2015 r., został zatrzymany 2 lutego, gdy sam zgłosił się do płockiej prokuratury okręgowej. Postawiono mu wówczas zarzut działania z zamiarem ewentualnego pozbawienia życia mławskiego dziennikarza. W czasie śledztwa Bartosz N. zdecydował się złożyć tylko raz wyjaśnienia - nie przyznał się w nich do zarzucanego mu czynu.


- Zebrane w sprawie dowody nie dały podstaw do przyjęcia, że zabójstwo miało związek z działalnością dziennikarską Łukasza Masiaka, potwierdziły natomiast związek z wcześniejszym incydentem towarzyskim - powiedziała PAP Śmigielska-Kowalska.


Jak podkreśliła, z ustaleń śledztwa wynika, że „Bartosz N. dokonał zabójstwa Łukasza Masiaka, zadając mu bardzo silny cios poprzez kopnięcie w lewą część głowy, co spowodowało niewydolność krążeniowo-oddechową i zgon”. Zdaniem śledczych, Bartosz N., będąc osobą wysportowaną, po kursie instruktora kulturystyki i boksu, powinien zdawać sobie sprawę, że jego działanie może przynieść śmiertelny skutek.


"Nieszczęśliwy wypadek"


Według obrony Bartosza N., śmierć dziennikarza z Mławy nastąpiła w wyniku nieszczęśliwego wypadku. - Mogę jedynie powiedzieć, że to ogromna tragedia dla rodziny pokrzywdzonego, jak również samego podejrzanego. Co istotne, nie było to działanie umyślne, a jedynie nieszczęśliwy wypadek - mówiła w lutym po zatrzymaniu i przesłuchaniu Bartosza N. aplikantka adwokacka Dagmara Karasińska-Skórska, reprezentująca adwokata podejrzanego.


Jak przyznała rzeczniczka płockiej Prokuratury Okręgowej, w złożonych wyjaśnieniach Bartosz N. stwierdził, że obrażenia Łukasz Masiaka były wynikiem upadku na posadzkę. - W toku śledztwa prokurator weryfikował wersję podejrzanego, uzyskując opinię biegłych medyków. Po weryfikacji prokurator nie zmienił przyjętej wcześniej kwalifikacji, czyli działania z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia - podkreśliła Śmigielska-Kowalska.


Był poczytalny


W trakcie śledztwa Bartosz N. został skierowany na obserwację w Regionalnym Ośrodku Psychiatrii Sądowej w Gostyninie (Mazowieckie). Trafił tam decyzją Sądu Okręgowego w Płocku po tym, jak biegli nie mogli wypowiedzieć się na temat stanu jego zdrowia psychicznego po jednorazowym badaniu. - Obserwacja wykazała, że Bartosz N. był poczytalny w chwili czynu - zaznaczyła Śmigielska-Kowalska.


Do zabójstwa 32-letniego dziennikarza z Mławy doszło w nocy z 13 na 14 czerwca 2015 r. w toalecie kręgielni w jednym z nocnych lokali w tym mieście. Bartosz N. zbiegł z miejsca zdarzenia. Pod koniec czerwca 2015 r. płocki Sąd Okręgowy, na wniosek śledczych, zdecydował o wydaniu Europejskiego Nakazu Aresztowania Bartosza N., jako podejrzanego o zabójstwo mławskiego dziennikarza. Sąd uznał wtedy, że jest prawdopodobne, iż zbiegł on za granicę. Przypuszczano, że mógł ukrywać się m.in. na terenie Niemiec, gdzie wcześniej przez pewien czas przebywał.


Dziennikarzowi wcześniej grożono


Po śmierci Łukasza Masiaka „Tygodnik Gazeta Mławska” informował m.in. o niewyjaśnionym napadzie na dziennikarza, do którego doszło w połowie stycznia 2014 r. w pobliżu jego domu - zamaskowany sprawca użył wtedy gazu i pobił dziennikarza. Według gazety Masiak opisywał to zdarzenie tak: „Na pewno chodziło o zamieszczanie tekstów na portalu. Innej możliwości nie widzę”. Dziennikarz otrzymał też wcześniej nekrolog przesłany listem.


Tuż po wszczęciu śledztwa o przeprowadzenie skutecznego postępowania i szczegółowe wyjaśnienie okoliczności śmierci Łukasza Masiaka apelowały m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.


Odnosząc się do publikacji mediów na temat wcześniejszych gróźb wobec Łukasza Masiaka i jego pobicia, policja informowała, że dziennikarz złożył dwa zawiadomienia, dotyczące takich zdarzeń: napaści - w styczniu 2014 r. oraz przesłania na jego adres nekrologu - w grudniu 2014 r. Nie udało się ustalić sprawców tych czynów. Według policji, dziennikarz zeznawał wtedy, iż nie miał żadnych wrogów ani problemów życiowych, których wynikiem mogły być napad i anonim z nekrologiem.


Łukasz Masiak pracował początkowo w „Głosie Mławy”, a w 2010 r. założył własny portal - naszamlawa.pl. Był żonaty, miał dwoje dzieci.

 

PAP