Wskutek czołowego zderzenia dwóch pociągów zginęło wówczas 16 osób, a ponad 150 odniosło obrażenia.

 

Oboje podsądni byli dyżurnymi ruchu, którzy podczas katastrofy pełnili służbę w posterunkach kolejowych Starzyny i Sprowa. Według oskarżenia, dyżurny ze Starzyn Andrzej N. doprowadził do skierowania pociągu Warszawa-Kraków na niewłaściwy tor, co spowodowało czołowe zderzenie z drugim składem.

 

Dyżurna ze Sprowy Jolanta S. wydała zezwolenie na wjazd pociągu relacji Przemyśl-Warszawa na tor, po którym jechał już pociąg z Warszawy. Zdaniem prokuratury dyżurna nie sprawdziła, jaka jest przyczyna zajętości toru, co sygnalizował system kontroli ruchu.

 

Sąd zakazał też obojgu pełnienia funkcji związanych z bezpieczeństwem w ruchu kolejowym na 10 lat. Orzekł też wobec nich nawiązki dla części poszkodowanych.

 

"Materiał nie pozostawia wątpliwości"

 

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Jarosław Poch podkreślał m.in., że materiał dowodowy w sprawie jest pełny i kompletny. - Ten zebrany w sprawie materiał, łącznie z opiniami biegłych i Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych, w przekonaniu sądu okręgowego pozwala w jednoznaczny sposób rozstrzygnąć, co się wydarzyło i kto ponosi odpowiedzialność za ten stan rzeczy - zaznaczył.

 

Sąd uznał, że materiał nie pozostawia wątpliwości, że oboje dyżurni są winni nieumyślnego spowodowania katastrofy - mimo trudności i skomplikowania sprawy, szczególnie pod względem technicznym oraz liczby regulacji dotyczących ruchu kolejowego. Sędzia Poch wskazał jednocześnie na brak wątpliwości, że "absolutnie wszystkie urządzenia kolejowe zadziałały i działały prawidłowo".

 

Zezwolenie na wjazd pociągu

 

Zgodnie z ustaleniami po katastrofie, dyżurny ze Starzyn Andrzej N. doprowadził do skierowania pociągu Warszawa-Kraków na niewłaściwy tor, co spowodowało czołowe zderzenie z drugim składem. Dyżurna ze Sprowy Jolanta S. wydała zezwolenie na wjazd pociągu relacji Przemyśl-Warszawa na tor, po którym jechał już pociąg z Warszawy; nie sprawdziła, jaka jest przyczyna zajętości toru, co sygnalizował system kontroli ruchu.

 

Sąd mówił też w uzasadnieniu o roli załóg lokomotyw obu składów, które tuż przed katastrofą kontynuowały jazdę, mimo sygnałów do tego nie uprawniających. Maszyniści nie obserwowali też w sposób właściwy toru; inaczej szybciej zauważyliby, że oba składy zmierzają do zderzenia. Postępowanie w tym zakresie zostało umorzone - maszyniści zginęli

 

PAP