- Sąd uznał, że lekarka przyczyniła się do śmierci dziewczynki, ale w na tyle niewielkim stopniu, że nie można jej surowo ukarać. Odczytując uzasadnienie wskazał, że winny nieprzeprowadzenia cesarskiego cięcia jest ordynator oddziału, który podjął suwerenną decyzję - poinformował reporter Polsat News, Maciej Wenerski.

 

Nieżyjący już ordynator, wbrew sugestii lekarki przeprowadzającej poród oraz matki bliźniaczek, podjął decyzję, by poród odbył się siłami natury. Akt oskarżenia w sprawie lekarki skierowała do sądu opolska prokuratura okręgowa.

 

- Jestem usatysfakcjonowana dzisiejszym wyrokiem. Będąc w czasie ostatnich chwil tego porodu nie zrobiłam niczego, co by zagrażało bezpieczeństwu płodów i matki. Ja się nie czuję winna – powiedziała dr Hanna Żwirska-Lembrych, specjalista położnictwa i ginekologii.

 

Domagają się 2 mln zł zadośćuczynienia

 

W sądzie w Opolu wciąż toczy się sprawa, w której rodzina Bonków pozywa szpital ginekologiczno-położniczy w Opolu domagając się 2 mln zł zadośćuczynienia. Do tej pory szpital wypłacił 0,5 mln zł.

 

Córki Barbary i Bartłomieja Bonków urodziły się 20 listopada 2012 r. w Samodzielnym Specjalistycznym Zespole Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem w Opolu - dziś Centrum Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii w Opolu. Pierwsza przyszła na świat w dobrym stanie, druga, - po 45 minutach - w złym, z ostrym niedotlenieniem mózgu. Julia  zmarła 13 lutego 2014 r.

 

W lutym po jednej z rozpraw pełnomocnik rodziny Bonków, radca prawny Bartłomiej Janyga podkreślał w rozmowie z mediami, że najważniejsze w procesie jest to, iż biegli "wyraźnie potwierdzili błąd po stronie szpitala", i że "były przesłanki do wykonania cesarskiego cięcia, ale tego zaniechano". Dodał, że "co do zasady szpital uznał swoją winę".

 

"KTG fatalnej jakości z licznymi brakami"

 

Zeznający podczas lutowej rozprawy biegli uznali też, że podczas porodu bliźniaczek państwa Bonków doszło do poważnego naruszenia zasad prawidłowego postępowania lekarskiego.

 

Wskazywali, że wykonywane w trakcie porodu badanie KTG (kardiotokografia, czyli monitorowanie akcji serca płodu z jednoczasowym zapisywaniem czynności skurczowej macicy) było "fatalnej jakości z licznymi brakami".

 

Uznali, że prowadzone podczas porodu badania nie dawały możliwości określenia dobrostanu płodu, a nadające się do diagnostyki badanie KTG jeszcze sprzed porodu pierwszej z bliźniaczek mogło być już wskazaniem do cesarskiego cięcia.

 

Polsat News, PAP