Roszczenia odszkodowawcze dotyczyły 1,7 mln zł za utracone zarobki i akcje; 500 tys. zł miało być kwotą zadośćuczynienia za krzywdy moralne.

 

Sąd uznał, że Reyowi należy się odszkodowanie i zadośćuczynienie, ale tylko za jeden miesiąc aresztu, ponieważ - jak zauważył sąd - pozostałe miesiące zostały wnioskodawcy zaliczone w poczet grzywny, na którą został skazany.

 

"Winny"

 

W lutym br. zapadł prawomocny wyrok, na mocy którego Paweł Rey został skazany na karę jednego roku i ośmiu miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata i 90 tys. zł grzywny za nieprawidłowości w krakowskim Polmozbycie.

 

Sąd uznał go razem z innym biznesmenem Lechem Jeziornym za winnych wyprowadzenia z Polmozbytu za pośrednictwem innych spółek ponad 15 mln zł oraz działania na szkodę innej spółki - szkodę wyliczono na 1,3 mln zł. Zdaniem sądu obaj działali w ramach precyzyjnie zaplanowanej operacji, której głównym beneficjentem miał być nieżyjący już Witold Sz. Wyrok skazujący usłyszał również Lech Jeziorny.

 

Na obu skazanych sąd nałożył zakaz pełnienia funkcji w zarządach i radach nadzorczych spółek przez 4 lata. Na poczet grzywien i zakazu sąd zaliczył im okres pozbawienia wolności. Podobne stanowisko zajął wcześniej sąd okręgowy; sąd apelacyjny utrzymał ten wyrok.

Na tej podstawie sąd uznał w czwartek, że odszkodowanie dla Pawła Reya za oczywiście niesłuszne aresztowanie należy się tylko za jeden miesiąc aresztu, bo pozostałe osiem zostały mu zaliczone w poczet orzeczonej grzywny.

 

Sąd posiłkując się dokumentami podatkowymi o zarobkach wnioskodawcy w tamtym okresie oszacował jego szkody w dochodach miesięcznych na 8,3 tys. zł; za dolegliwości spowodowane trudnymi warunkami przez miesiąc w areszcie przyznał mu 15 tys. zadośćuczynienia. Łącznie zasądził 23,3 tys. zł.

 

W uzasadnieniu wyroku sąd podkreślił m.in., że wskazywane przez wnioskodawcę jako utracone akcje Krakowskich Zakładów Mięsnych w rzeczywistości nie były jego własnością lecz szeregu spółek, w których zasiadał. Zostały one sprzedane, co prawda za symboliczną kwotę 1 zł, ale sąd nie może orzekać o ważności umów cywilno-prawnych - wyjaśnił sędzia.

 

Kolejna sprawa

 

Był to już trzeci proces w sprawie odszkodowania i zadośćuczynienia. Poprzednie wyroki były uchylane w wyniku apelacji z powodu braku prawomocnego wyroku w procesie karnym przeciwko wnioskodawcy.

 

- Zestawiając tę kwotę z rozmiarem szkód, które poniosłem, a które moim zdaniem zostały bezmyślnie spowodowane działaniami prokuratora i wszystkich tych siłowych narzędzi państwa, to oczywiście to odszkodowanie jest symboliczne. Natomiast i tak doceniam, że w ogóle coś zostało zasądzone, ponieważ liczyłem na to, że nic nie będzie przyznane - powiedział dziennikarzom po wyroku Paweł Rey.

 

- Tu jestem akurat mile zaskoczony, że jednak sąd uwzględnił, że krzywda się stała i majątek przepadł - dodał, określając "rozliczenie grzywny aresztem jako urzędniczą manipulację".

 

Jak zapowiedział, zastanowi się, czy będzie wnosił apelację od tego wyroku. Poinformował również, że przygotowuje wniosek o kasację nadzwyczajną wyroku w procesie karnym.

 

Jak podawała prokuratura, na trop nieprawidłowości w Polmozbycie wpadli funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego. Ich podejrzenia potwierdziła kontrola skarbowa. W toku postępowania śledztwo rozszerzono o wątek nieprawidłowości w Krakowskich Zakładach Mięsnych (KZM), ale śledztwo w tej sprawie umorzono.

 

W uzasadnieniu wyroku sąd pierwszej instancji podkreślił, że wymierzając niskie kary pozbawienia wolności przeniósł ciężar kar na stronę finansową, i że uwzględnił długość postępowania i skutki, jakich doznali oskarżeni. Stwierdził także, że analizując działanie oskarżonych w sprawie KZM nie podzielił wniosków prokuratury, która umorzyła postępowanie w tamtej sprawie.

 

Spółka upadła przez urzędników?

 

Biznesmeni w wypowiedziach medialnych obwiniali urząd skarbowy i prokuraturę o zniszczenie KZM, firmy o ponad 100-letniej tradycji. Ich zdaniem zarówno w przypadku KZM, jak i Polmozbytu, prokuratura nie rozumiała mechanizmów gospodarczych, a przede wszystkim zasad tzw. wykupu menedżerskiego, który miał służyć naprawie firm. Z tymi argumentami nie zgodziły się sądy obu instancji, uznając winę obu oskarżonych.

 

Historia krakowskich przedsiębiorców stała się kanwą filmu "Układ zamknięty", zrealizowanego przez Ryszarda Bugajskiego. Jak mówił reżyser, film nie opowiada o konkretnej sprawie i "żadna z postaci nie jest dokładnym odwzorowaniem rzeczywistych bohaterów tej historii, jednak prawda o tych zdarzeniach została zachowana".

 

Wyrok nie jest prawomocny

 

PAP