Aplikacja "Pokemon Go" wykorzystuje tzw. rzeczywistość rozszerzoną (ang. augumented reality). Gdy gramy, na ekranie smartfona wyświetlany jest obraz z jego kamery, ale wzbogacony o wirtualne elementy. Dzięki temu pokemony możemy łapać w okolicy naszego domu, w parku czy w lesie. Twórcy przekonują, że taka forma zachęca graczy do spacerów i odkrywania nieznanych miejsc.

 

Gra cieszy się zainteresowaniem nie tylko ze strony młodzieży, ale także i starszych użytkowników, którzy pamiętają jeszcze pokemony ze słynnej kreskówki i gier na konsole. Ceny akcji firmy Nintendo na tokijskiej giełdzie podskoczyły o 10 proc. w ciągu kilku dni po premierze "Pokemon Go".

 

Niektórzy przesadzają?

 

Część miejsc, w których pojawili się gracze, wydaje się być jednak nie do końca odpowiednia dla takiej rozrywki. Władze waszyngtońskiego Muzeum Holocaustu zaprotestowały przeciwko szukaniu pokemonów na jego terenie.

 

- Granie w grę nie jest właściwe w muzeum, które powstało ku pamięci ofiar nazizmu - powiedział "Washington Post" Andrew Hollinger, dyrektor ds. komunikacji w Muzeum Holocaustu. - Staramy się ustalić czy jest możliwe, by wykluczyć obszar muzeum z gry - dodał.

 

Jak zauważa "Washington Post", większość graczy nie uważa jednak, by szukanie pokemonów w Muzeum Holocaustu było przejawem braku szacunku. - To nie tak, że my tu przychodzimy pograć - mówi 37-letnia Angie. - Po prostu chcemy je wszystkie znaleźć - dodała.

 

W dzień walczy z dżihadystami, wieczorem łapie Pokemony

 

Żołnierz amerykańskiej armii walczący z dżihadystami z ISIS w Iraku, również postanowił każdą wolną chwilę poświęcić zdobywaniu kolejnych pokemonów. Co ciekawe, Louis Park pochwalił się tym nawet w mediach społecznościowych.

 

Portalowi "The Verge" powiedział natomiast, że o grze dowiedział się od kolegów wracających z frontu i sam również postanowił pobrać sobie taką aplikację.

 

- W rejonach walk, ilość pokemonów rzeczywiście jest dość ograniczona, ale już np. w miasteczku Dohuk, leżącym niecałą godzinę drogi od frontu, jest ich tyle samo co wszędzie indziej – przyznał.

 

Dzięki technologicznym udogodnieniom XXI wieku, Park pochwalił się już w sieci m.in. schwytaniem Squirtle’a (jeden z pokemonów - red.).

 

 

Tego się nie spodziewała

 

Chwile grozy przeżyła natomiast amerykańska nastolatka, która postaci z gry szukała w Riverton w stanie Wyoming. Zamiast Charizarda, czy Pikachu, znalazła zwłoki mężczyzny.

 

Jak poinformował brytyjski "Independent", 19-latka powiedziała, że szukała pokemonów w okolicy rzeki. - By je znaleźć, przeskoczyłam przez płot. Szłam w stronę mostu wzdłuż brzegu, gdy zobaczyłam coś w wodzie. Kiedy przyjrzałam się temu drugi raz, wtedy uświadomiłam sobie, że to ciało - opowiadała.

 

W Polsce pod koniec lipca?

 

Na razie nie wiadomo, kiedy gra oficjalnie pojawi się w naszym kraju. Internauci spekulują, że będzie to miało miejsce pod koniec lipca. Firma przyznaje, że dysponuje obecnie zbyt małą liczbą serwerów, by móc udostępnić grę we wszystkich krajach, w tym także w Polsce.

 

Nintendo zapowiedziała, że do marca przyszłego roku zamierza wydać kolejne cztery gry na urządzenia mobilne. Poza tym firma zapowiedziała wypuszczenie na rynek nowej konsoli wiosną 2017 roku.

 

polsatnews.pl