W autobiografii zatytułowanej "Porozumienie przeciw monowładzy. Z dziejów PC" Jarosław Kaczyński opisuje swą działalność polityczną od marca 1968 roku do pierwszych lat działalności PiS.

 

- To jest często opis odmienny od tego, który funkcjonuje w tak zwanym głównym nurcie, a bywa, że odmienny także od tego, który funkcjonuje w tych naszych nurtach, opowieściach tutaj z prawej strony - zaznaczył prezes PiS, dodając że podczas pisania nie korzystał z żadnych dokumentów, a jedynie z tego, co pozostało w jego pamięci.

 

"Starałem się, aby żółci w książce nie było"

 

Zapewniał, że książka została napisana z dobrą wolą. - Mam nadzieję, że uniknąłem tych elementów, które może nawet gdzieś tam w sercu mam, bo bywałem atakowany i różnego rodzaju niechęci z tego powodu powstały, ale starałem się właśnie, żeby tej żółci w tej książce nie było, żeby opisywać różne wydarzenia z próbą zrozumienia także tej drugiej strony, w szczególności wtedy, jeżeli to chodziło o spory wewnątrz naszego obozu - powiedział Kaczyński.

 

Wyraził przy tym nadzieję, że kiedyś do tych wspomnień odniosą się jego polityczni adwersarze. - Dla mnie ważne byłoby, gdyby kiedyś zechcieli to skomentować ludzie, którzy to widzieli jakby z drugiej strony. Ale czy tak będzie? Przy obecnym napięciu w Polsce, przy obecnym natężeniu sporu, obawiam się, że to będzie trudne - stwierdził szef PiS.

 

Zasługi Lecha Kaczyńskiego

 

Kaczyński mówił m.in. o swych relacjach z b. prezydentem Lechem Wałęsą; najwięcej uwagi poświęcił jednak nieżyjącemu bratu Lechowi Kaczyńskiemu. Wspominał, że na przełomie lat 80. i 90. po stronie ówczesnej opozycji liczyły się trzy siły - Kościół, Solidarność na czele z Lechem Wałęsą oraz "elity głównie warszawsko-krakowskie", czyli - jak mówił - środowiska "Gazety Wyborczej" i "Tygodnika Powszechnego", które później powołały ROAD, Unię Demokratyczną i Unię Wolności.

 

- Jeżeli ktoś chciał uzyskać w Polsce coś poważnego w polityce, to musiał mieć jakieś zaczepienie w jednym z tych ośrodków, a najlepiej w dwóch. Myśmy mogli w ogóle rozpocząć naszą działalność tylko dlatego, że bardzo wpływowym człowiekiem w Solidarności, pierwszym zastępcą Lecha Wałęsy, a faktycznie na co dzień prowadzącym prace związku, był mój brat - mówił Kaczyński.

 

To dzięki pozycji brata - podkreślał - mógł w 1989 roku zostać redaktorem naczelnym "Tygodnika Solidarność".

 

- Ja bym się przez Warszawę nie przebił, po prostu by mnie zablokowano i to nie dlatego - powiem już nieskromnie - żebym się czuł głupszy od tych, którzy by mnie zablokowali, tylko po prostu dlatego, że był ktoś, kto mówił, że "ja nie jestem z waszej parafii" - pamiętam używałem tego określenie w rozmowie np. z (Bronisławem) Geremkiem. Ktoś taki po prostu przebić się nie mógł. Przez Gdańsk, dzięki Leszkowi, wszedłem do tej podziemnej Solidarności - opowiadał szef PiS.

 

Kluczowym elementem poparcie dla Wałęsy

 

Nawiązując do postaci Lecha Wałęsy, Kaczyński powiedział, że jego brat był zdecydowanie przeciwny popieraniu ówczesnego przywódcy Solidarności jako kandydata na prezydenta. - Leszek mi mówił: "nie rób tego, bo on jest nie do opanowania i to się będzie źle kończyło". Tu był między nami spór. Ja mówiłem: "nie znajdziemy żadnej innej dynamiki politycznej, tylko właśnie taką". Ja w tym wypadku zaryzykowałem i do dziś dnia nie wiem, czy to jest moment, gdy zbudowałem sobie jakąś zasługę dla Polski, czy może wręcz odwrotnie. Nie wiem jak to na sądzie ostatecznym będzie ocenione - powiedział.

 

Kaczyński odniósł się też do obecnej sytuacji politycznej. Jego zdaniem, obecna opozycja ma błędną ocenę rzeczywistości. - Jeżeli Adam Michnik w czasie tej bardzo udanej konferencji warszawskiej NATO organizuje wiec, gdzie jest tak z 80, czy 50 osób (...) i ogłasza, że w Polsce jest brunatna fala, to proszę państwa, gdzie on jest? To jest zupełne oderwanie od rzeczywistości - mówił szef PiS. - Gdybym musiał doradzać opozycji, gdyby już mnie panowie przymusili do tej roli, to żeby zmieniła diagnozę, tylko wtedy, co by mogli zrobić? Przystąpić do Prawa i Sprawiedliwości - dodał.

 

Na promocji książki Kaczyńskiego obecni byli m.in. premier Beata Szydło, marszałkowie Sejmu i Senatu - Marek Kuchciński i Stanisław Karczewski, prezes NPB Adam Glapiński, prezes PKN Orlen Wojciech Jasiński oraz szef klubu PiS i wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.

 

PAP