Media podkreślają, że dramatyczny bilans największej od lat katastrofy kolejowej we Włoszech stale rośnie, ponieważ z kilku doszczętnie zniszczonych wagonów nadal wydobywane są kolejne ciała ofiar.

 

Jeden z maszynistów zginął, drugi jest w stanie ciężkim.

 

- To niedopuszczalna tragedia - oświadczył prezydent Włoch Sergio Mattarella. Premier Matteo Renzi, który wieczorem odwiedził miejsce katastrofy, zażądał wyjaśnienia wszystkich okoliczności wypadku i stwierdził, że to, co się stało, wywołuje też "wściekłość".

 

"Widok przypomina miejsce katastrofy samolotu"

 

Do zderzenia doszło na linii kolejowej Andria-Corato niedaleko Bari, obsługiwanej przez prywatną spółkę. W miejscu tym jest jeden tor. Komunikat o tym, że jest wolny, przekazywany jest na tej trakcji drogą telefoniczną. Nie ma tam automatycznego systemu sygnalizacji.

Media podały, że już przed laty uznano, że trasa ta jest wysoce niebezpieczna, jednak mimo to zezwolono, by dalej odbywał się na niej ruch kolejowy.

 

W pociągach byli dojeżdżający pracownicy i studenci, a także turyści, którzy jechali na lotnisko Bari Palese.

- Widok przypomina miejsce katastrofy samolotu - powiedział burmistrz Corato Massimo Mazzilli odnosząc się do skali zniszczeń obu składów.

 

Prokuratura , która prowadzi dochodzenie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci wielu osób, za najbardziej prawdopodobną przyczynę uważa błąd ludzki.

 

W ostatnich godzinach z wraku zniszczonej lokomotywy wydobyto "czarną skrzynkę" jednego z pociągów.

 

PAP