O przedłużeniu śledztwa poinformował Mariusz Marciniak z Pomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Gdańsku, która to jednostka (pod kilkoma różnymi nazwami, co wynikało z kolejnych reorganizacji prokuratury), prowadzi tę sprawę od ponad ośmiu lat.


Działania śledczych "zmierzają do ustalenia rzeczywistego przebiegu zdarzeń i niebudzącego wątpliwości stanu faktycznego, gdyż zebrane dowody nasuwają podejrzenia, że przebieg zdarzeń mógł być inny, niż dotychczas przyjmowano" - podała prokuratura. Prowadzący śledztwo nie ujawniają szczegółów swych ustaleń oraz zgromadzonego materiału dowodowego. Odmawiają również informacji dotyczących przyjętych obecnie hipotez.


Brak opinii fonoskopijnej


Marciniak poinformował, że w ostatnich trzech latach śledztwa przesłuchano 560 świadków i uzyskano 13 opinii biegłych rożnych specjalności.


Dodał, że prokuratorzy nadal czekają na - zleconą kilka lat temu Instytutowi Ekspertyz Sądowych w Krakowie, opinię fonoskopijną dotyczącą nagrań utrwalonych na różnego rodzaju nośnikach zabezpieczonych w czasie przeszukań w miejscach zamieszkania i prowadzenia działalności gospodarczej przez członków rodziny Olewników.


- Eksperci deklarują, że w lipcu otrzymamy częściową opinię, a dalszą jej część - trochę później. Nie wiemy jednak, kiedy dokładnie może się to zdarzyć - wyjaśnił Marciniak.


Zaznajamianie pokrzywdzonych z materiałami


Poinformował też, że śledczy powoli zaznajamiają z aktami sprawy pokrzywdzonych w tej sprawie czyli przedstawicieli rodziny Olewników. - Tych materiałów jest dużo - zaznaczył dodając, że pokrzywdzeni przy tej okazji mogą składać różnego rodzaju wnioski, których efektem może być konieczność wykonania kolejnych czynności.


Włodzimierz Olewnik, ojciec zamordowanego Krzysztofa, w ostatnich miesiącach złożył m.in. wniosek o przesłuchanie go w charakterze świadka. Jak poinformował Marciniak, ostatecznie - z sobie tylko wiadomych względów, wnioskodawca zrezygnował jednak z przesłuchania.


Adwokat Bogdan Borkowski, który jeszcze jakiś czas temu reprezentował Włodzimierza Olewnika (dziś nie pełni już tej funkcji), wyjaśniał przed kilkoma miesiącami, że przesłuchanie miało dotyczyć notatnika, który wiele lat temu jego klient przekazał prokuraturze.


"Dziwne telefony, rozmowy i spotkania"


W notatniku miały znajdować się zapiski dotyczące istotnych zdarzeń, jakie miały miejsce po porwaniu Krzysztofa Olewnika. Borkowski wyjaśniał wówczas, że "chodziło o zdarzenia budzące podejrzenia i zdaniem ojca mogące mieć związek z porwaniem syna", w tym "dziwne telefony, rozmowy i spotkania z ludźmi, którzy mieli mieć wiedzę na temat uprowadzenia". W notesie miały też znajdować się m.in. numery telefonów, pseudonimy itp.


Adwokat wyjaśniał, że jego klient nigdy nie został przesłuchany w związku z treścią notatnika. - Oczywiście prokuratura mogła sprawdzić operacyjnie wiele informacji zawartych w notesie, w tym np. bilingi telefoniczne, ale uważamy, że celowe byłoby przesłuchanie pana Włodzimierza w tej sprawie -  mówił wówczas Borkowski dodając, że jego klient ma wątpliwości, czy w śledztwie zbadano wszystkie informacje, które znalazły się notesie.


13 oskarżonych


Śledztwo, w którym badane są okoliczności porwania i zabójstwa Olewnika, zostało zainicjowane w październiku 2001 r., tuż po uprowadzeniu mężczyzny. Wszczęła je prokuratura w Sierpcu. Potem postępowanie przejmowały inne jednostki, aż w 2006 r. trafiło do olsztyńskiej prokuratury, która ustaliła, że Krzysztof Olewnik został zabity niemal dwa lata po porwaniu. O udział w porwaniu i zabójstwie olsztyńscy śledczy oskarżyli 13 osób: w 2008 r. osoby te zostały prawomocnie osądzone.


Jednak olsztyńscy śledczy nadal badali sprawę licząc się z tym, że mogli nie wykryć wszystkich osób odpowiedzialnych za zbrodnię. W maju 2008 r. postępowanie trafiło do Gdańska. Po przejęciu sprawy gdańscy prokuratorzy zdecydowali się na nowo zweryfikować dotychczasowe ustalenia. Przeprowadzono m.in. powtórną analizę akt i dowodów, powtórzono też niektóre ekspertyzy. Przesłuchano ponownie większość osób związanych ze sprawą i jeszcze raz przeszukano istotne dla śledztwa miejsca.


Ślady krwi w domu


Efektem tej pracy było m.in. znalezienie w domu Olewnika nieznanych wcześniej śladów biologicznych, w tym śladów krwi. Zlecono ekspertyzę, ale prokuratorzy nie ujawnili jej wyników, podobnie jak innych efektów swej pracy. Jedynie w listopadzie 2011 r., po tym jak dokonali przeszukań w domach i firmach rodziny Olewników, śledczy wyjaśnili, że zdecydowali się na taki krok, bo podejrzewali, że rodzina nie przekazała im wszystkich dowodów w sprawie.


Prokuratorzy zdradzili też wówczas, że mają nowe dowody, które "każą podać w wątpliwość dotychczas ustaloną wersję przebiegu zdarzeń, zarówno w czasie zaginięcia K. Olewnika 26-27 października 2001 r., jak i w późniejszym okresie". Śledczy podali m.in., że niektóre dowody wskazują na to, iż porwanie Olewnika mogło zostać sfingowane, a on sam brał udział w jego przygotowaniu.


Rodzina Olewników kategorycznie zaprzecza, jakoby miała ukrywać przed śledczymi jakiekolwiek dowody. Zdaniem rodziny nieprawdziwa jest także wersja zakładająca, że Krzysztof Olewnik miał coś wspólnego ze swoim porwaniem.


Żądali okupu


W gdańskim śledztwie podejrzanych jest obecnie osiem osób. Głównym podejrzanym jest przyjaciel porwanego - Jacek K., któremu śledczy na początku 2009 r. przedstawili zarzuty współpracy z grupą, która porwała Olewnika. Prokuratura nie zdradza, na czym miałby polegać udział K., a sam mężczyzna zaprzecza oskarżeniom. Pozostali podejrzani mają zarzuty związane m.in. z wyłudzeniem od rodziny Olewników pieniędzy: obiecywali za nie pomoc w ustaleniu losów porwanego.


Po porwaniu Olewnika w październiku 2001 r. sprawcy kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną, żądając okupu. W lipcu 2003 r. porywaczom przekazano 300 tys. euro, jednak Olewnik nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy, został zamordowany. Jego ciało zakopano w lesie w pobliżu miejscowości Różan (Mazowieckie). Odnaleziono je w 2006 r.

 

PAP