W piątek w strzelaninie z indyjską armią zginął 22-letni Burhan Wani, dowódca największej grupy separatystów z indyjskiego Kaszmiru, Hizbul Mudżahedin. Był znany z rekrutowania młodych ludzi w mediach społecznościowych i namawiania ich, by przyłączyli się do separatystów.

 

W sobotę tysiące ludzi wzięły udział w jego pogrzebie w mieście Tral, ok. 40 km na południe od miasta Śrinagar, w Kotlinie Kaszmirskiej.

 

 

Władze Indii poinformowały, że na pogrzebie nie było policji ani wojska, by uniknąć konfrontacji z rozwścieczonym tłumem. Jednak po uroczystości wybuchły gwałtowne starcia, podczas których atakowano posterunki policji i obiekty wojskowe oraz podpalano budynki.

 

Stanowy rząd oświadczył, że zbada doniesienia o użyciu nadmiernej siły przez policję wobec nieuzbrojonych demonstrantów.

 

Szpitale pełne rannych

 

W niedzielę wieczorem nad rzeką Dźhelam tłum obrzucił kamieniami radiowóz i wepchnął auto to wody. Znajdujący się wewnątrz funkcjonariusz utonął.

 

Na ulicach sytuacja jest napięta, gdyż ludzie boją się działań odwetowych po weekendowych starciach.

 

Organizacje broniące praw człowieka twierdzą, że sytuacja w regionie przypomina stan wyjątkowy. Szpitale są pełne rannych protestujących, nie działają telefony ani internet.

 

Według BBC były to najpoważniejsze akty przemocy w regionie od lat. Pojawiają się obawy, że jeśli nie uda się przejąć kontroli nad sytuacją, to zginą kolejni ludzie.

 

Kaszmir, do którego pretensje roszczą sobie Indie i Pakistan, od ponad 60 lat jest punktem zapalnym i był powodem wojen między tymi krajami. Większość mieszkańców Kaszmiru stanowią wyznawcy islamu; w regionie działają grupy zbrojne, które walczą o niepodległość lub o przyłączenie się do Pakistanu.

 

Indie oskarżają Pakistan o szkolenie i uzbrajanie rebeliantów, czemu ten zaprzecza.

 

USA, UE i rząd Indii uznają Hizbul Mudżahedin za organizację terrorystyczną.

 

PAP