Wicemistrz świata Kszczot od samego początku w Holandii prezentuje bardzo dobrą dyspozycję. Finał rozegrał podobnie jak wcześniejsze biegi - trzymał się raczej końca stawki, niż początku. Przyspieszył na trzysta metrów przed metą. Powoli przesuwał się do przodu, by zająć ostatecznie pierwsze miejsce.


Na ostatniej prostej nie miał już sobie równych i im bliżej mety, tym jego przewaga rosła.

 

Tysięczne sekundy zdecydowały o srebrze Lewandowskiego


Całkowicie inną taktykę obrał Lewandowski. Nastawiony bardziej na tempowe bieganie, aniżeli na sprint na ostatnich metrach, ustawił się od razu na drugiej pozycji. Wydawało się jednak, że będzie mu ją bardzo trudno utrzymać, ale mocno osłabł Bośniak Amel Tuka, a także Francuz Pierre-Ambroise Bosse. Na linię mety wpadł w tym samym momencie, co Brytyjczyk Giles.


Tysięczne sekundy zadecydowały o tym, że srebro powędrowało do Lewandowskiego, a nie do Gilesa.


Obaj Polacy, dla których najważniejszym startem będą sierpniowe igrzyska w Rio de Janeiro, mieli od początku apetyt na medal. Sześć lat temu w Barcelonie także obaj stanęli na podium ME. Złoto wówczas wywalczył Lewandowski, a Kszczot był trzeci.

 

PAP