Pięciuset brytyjskich żołnierzy zostanie rozmieszczonych w Estonii, gdzie będzie stanowiło trzon jednego z czterech batalionów NATO w regionie Europy Środkowej i Wschodniej, a pozostałych 150 zostanie skierowanych na ćwiczenia do Polski - powiedział Fallon.

 

- Na szczycie NATO w Warszawie ogłosimy, że będziemy dowodzić jednym z czterech batalionów ramowych w ramach wzmocnionej wysuniętej obecności. Skierujemy 500 brytyjskich żołnierzy do Estonii, a kolejnych 150 na szkolenia i ćwiczenia do Polski - powiedział brytyjski minister.

 

Oprócz Wielkiej Brytanii państwami ramowymi, które mają wystawić główną część sił wchodzących w skład poszczególnych batalionów i nimi dowodzić, mają być USA, Niemcy i Kanada. W czwartek szef BBN Paweł Soloch potwierdził, że USA mają dowodzić batalionem w Polsce. Według nieoficjalnych doniesień Niemcy będą dowodzić na Litwie, a Kanada na Łotwie. Z dotychczasowych zapowiedzi przedstawicieli NATO wynika, że żołnierze powinni zostać rozmieszczeni w Polsce i państwach bałtyckich w pierwszej połowie przyszłego roku.

 

Trwała, rotacyjna obecność

 

- To będzie trwała, rotacyjna obecność brytyjskich żołnierzy. (...) Bataliony nie będą miały wyznaczonych precyzyjnych granic, podobnie jak samoloty RAF Typhoon, które stacjonują w Estonii, ale patrolują całą przestrzeń powietrzną w regionie - wyjaśnił Fallon.

 

Minister zaznaczył, że decyzja o wysłaniu brytyjskich żołnierzy to efekt rozmów z ministrem obrony narodowej Antonim Macierewiczem.

 

- Macierewicz podkreślił podczas naszego spotkania (w formacie) tzw. kwadrygi (szefowie dyplomacji oraz ministrowie obrony Polski i W. Brytanii ) w Edynburgu, a także w trakcie rozmów bilateralnych w Brukseli, że jest to niezwykle ważne dla Polski, państw bałtyckich, a także Rumunii i Bułgarii. Mam nadzieję, że nasze zobowiązanie będzie odpowiedzią na te obawy i pokaże, że poważnie traktujemy swoje zobowiązania (w ramach) NATO - powiedział polityk.

 

Brexit nie przekreśla współpracy z NATO

 

Fallon podkreślił, że mimo podjętej przez Brytyjczyków w referendum decyzji o wyjściu kraju z Unii Europejskiej Wielka Brytania zamierza pozostać aktywna na scenie międzynarodowej. - Szczyt w Warszawie to dla nas dobra okazja, aby zademonstrować, że nie zamierzamy odwracać się od reszty świata - zapowiedział brytyjski minister, dodając, że wyjście Wielkiej Brytanii z UE „nie osłabia naszych zobowiązań wobec innych sojuszy i partnerstw", m.in. NATO, ONZ i G7.

 

Minister Fallon udzielał się w kampanii przed referendum, namawiając wyborców do głosowania za pozostaniem kraju we Wspólnocie. - (Z członkostwa) wynika dla nas wiele korzyści, m.in. dotyczących walki z terroryzmem, takich jak pogłębiona wymiana informacji wywiadowczych i danych pasażerów, a także dotyczących dalszych sankcji nałożonych na Rosję za to, co wydarzyło się na Krymie i na Ukrainie- tłumaczył.

 

- Wyborcy podjęli jednak inną decyzję i musimy to uszanować, wypracowując nowy kształt naszych relacji z Unią Europejską tak spokojnie, jak to możliwe. (...) Podczas negocjacji w sprawie wyjścia ze Wspólnoty, będziemy zastanawiali się, co z tego (istniejących obszarów współpracy ) możemy zatrzymać - zapowiedział polityk.

 

Utrzymanie sankcji wobec Rosji

 

Fallon podkreślił również, że ewentualny Brexit nie zmieni postawy rządu w Londynie wobec Rosji. - Intencją Wielkiej Brytanii jest utrzymanie sankcji wobec Rosji. Ich celem nie jest ukaranie Moskwy, lecz przekazanie jej zachęt do pełnego uszanowania i wdrożenia porozumień mińskich (mającego uregulować konflikt zbrojny na wschodniej Ukrainie). Na razie porozumienie to nie jest w pełni realizowane i dopóki ten stan rzeczy się utrzymuje, sankcje powinny zostać utrzymane - powiedział.

 

Brytyjski minister przyznał też, że przypadki naruszania przestrzeni powietrznej NATO przez rosyjskie samoloty "pozostają źródłem niepokoju". Jak podkreślił, Wielka Brytania aktywnie patroluje niebo nad Bałtykiem przy użyciu czterech należących do RAF samolotów Eurofighter Typhoon, stacjonujących w bazie Amari w Estonii. - Dowodem przydatności naszej misji jest fakt, że (brytyjskie samoloty) wykonały 15 lotów, podczas których przejęły przechwyciły dwadzieścia kilka samolotów - powiedział.

 

NATO nie ma złych zamiarów

 

Odpierając argumenty, że skierowanie nowych sił wojskowych do regionu może zirytować Moskwę, Fallon podkreślił, że "to nie NATO dokonało inwazji na inne kraje, próbowało zmienić międzynarodowe granice za pomocą siły i to nie NATO dokonało aneksji Krymu".

 

- NATO to sojusz obronny, który nie szkodzi żadnemu krajowi na świecie i nie ma wobec Rosji złych zamiarów, ale jesteśmy zdeterminowani, aby bronić państw członkowskich Sojuszu. (...) Nasze siły mają właśnie to zadanie: obrony, zapewnienia (sojuszników) i odstraszania Rosji. Jakikolwiek akt agresji wobec jednego z państw członkowskich będzie atakiem na nas wszystkich - przypomniał.

 

Fallon dodał, że będzie namawiał partnerów z innych państw NATO do podniesienia wydatków na obronność do progu 2 proc. PKB, ustalonego na poprzednim szczycie Sojuszu. - Pięć państw członkowskich już to zrobiło, a 16 rozpoczęło podnoszenie swoich wydatków, ale przed nami wciąż długa droga. Będziemy zachęcać partnerów, aby wypełnili to zobowiązanie - powiedział.

 

Szczyt NATO rozpoczyna się w Warszawie w piątek. Brytyjska prasa określiła go jako "najważniejszy od czasów zimnej wojny". "Państwa członkowskie będą musiały sformułować odpowiedź na jeden kluczowy fakt: w 2014 roku Rosja zajęła Krym, anektując terytorium europejskiego kraju po raz pierwszy od drugiej wojny światowej" - napisał dziennik "The Telegraph".

 

PAP