- Chodzi o to, by pokazać, że agresja na jeden z krajów Sojuszu jednocześnie angażuje innych członków NATO, By uwypuklić, że kraje brzegowe NATO nie są osamotnione - powiedział gość Joanny Wrześniewskiej-Siegier.

 

Podkreślił, że bardzo ważne jest bezpieczeństwo krajów bałtyckich. - Są one dużo bardziej niż Polska narażone na ryzyko konfliktu, np. tego poniżej progu wojny, czyli tego, co Rosja praktykuje na Ukrainie - wskazał.

 

Na wschodzie bez zmian

 

Generał spodziewa się, że reakcja Moskwy na ustalenia szczytu będzie rutynowa.

 

- Rosja od lat ogłasza, że coś jej się nie podoba, że musi adekwatnie reagować na wszystko, co robi NATO. Zapewne będą przypominali, że wzdłuż swojej zachodniej granicy będą rozmieszczali kolejne wojskowe dywizje i iskandery, przypominać, że mają broń atomową - prognozował w programie "Wydarzenia 22:00".

 

Przywódcy państw NATO zdecydowali w piątek, że wzmocnią wschodnią flankę Sojuszu rozmieszczając na niej cztery wielonarodowe bataliony liczące po ok. 1000 żołnierzy. Jeden z nich będzie stacjonował w Polsce, pozostałe na Łotwie, Litwie i w Estonii. Państwem ramowym w Polsce, czyli dowodzącym i wystawiającym najwięcej żołnierzy w batalionie, będą Stany Zjednoczone.

 

Żołnierze zostaną rozlokowani w przyszłym roku. Nie wiadomo jeszcze, gdzie dokładnie będą stacjonować.

 

Polsat News