Tłok w środkach komunikacji, za mało autobusów, konieczność długiego oczekiwania na przystankach w upale, korki na drogach. Sytuacja jest nie do przyjęcia - tak miejscowi właściciele hoteli i pensjonatów oraz przedstawiciele całej branży handlowej opisują to, co dzieje się na wyspie.

 

Z racji usług świadczonych turystom z całego świata i w trosce o komfort ich wakacji stanęli w obronie przyjezdnych. Prowadzą kampanię domagając się natychmiastowego rozwiązania problemów z transportem publicznym.

 

Podkreśla się, że liczba kursów na niektórych trasach jest niewystarczająca nawet w sezonie zimowym. Tymczasem obecnie, w szczycie sezonu letniego, przebywa na Capri wielokrotnie więcej ludzi.

 

Zwraca się też uwagę na kontrast między wysokimi cenami noclegu i pobytu w tym malowniczym zakątku Zatoki Neapolitańskiej a wyjątkowo niezadowalającym poziomem komunikacji.

 

Hotelarze wstydzą się

 

Hotelarze w wypowiedziach dla mediów przyznają, że wstydzą się przed swymi gośćmi z powodu warunków, w jakich muszą oni podróżować między Capri a drugą częścią tej wyspy, gminą Anacapri oraz portem.

Na Anacapri jest jeszcze gorzej i dlatego do protestu przyłączyły się lokalne władze.

 

Sytuację pogarsza spór między zarządami obu części wyspy, które nawzajem oskarżają się o jej utrudnianie.

 

Jednak największym i nierozwiązanym od lat i stale rosnącym problemem Capri jest ogromna liczba turystów, zwłaszcza tych przybywających tam tylko na kilka godzin.

 

Władze rozważają nawet możliwość ograniczenia liczby przypływających statków i wodolotów, tak aby przerwa między kolejnymi zawijającymi jednostkami wynosiła 20 minut. Obecnie przypływają one co 5 minut.

 

PAP