- Po tym szczycie NATO, jeśli potwierdzą się ustalenia, które w gruncie rzeczy już zapadły - można powiedzieć, że jest jasne to co się wydarzy - będzie można powiedzieć, że te kraje na wschodzie Europy wreszcie są w pełni członkami NATO - w pełni korzystają z tego, czym dysponują państwa NATO. Rosja zdając sobie z tego sprawę będzie werbalnie protestowała, będzie dążyła do jakiejś destabilizacji - tu trzeba mieć zimne nerwy i nie dawać się w to wciągać. Tyle co można poradzić - stwierdził Paweł Kowal w rozmowie z Joanną Górską.

 

- Rosjanie jednak doskonale wiedzą , że ta zmiana statusu państw Europy Środkowo-Wschodniej w NATO nie oznacza, że te państwa przygotowują się do jakiegoś ataku na Rosję. Przeciwnie w wyniku aneksji Krymu poczuły się nie do końca bezpiecznie. Doprowadziły więc politycznie do tego, że USA, Wielka Brytania i Niemcy zgodziły się na poważne dozbrojenie, ale w sensie obronnym. W sensie pewnej demonstracji, że NATO jest jednością - dodał gość Polsat News.

 

- Rosjanie wykorzystują szczyt NATO, by coś dla siebie uhandlować na zachodzie Europy - zauważył.

 

W dwudniowym szczycie  NATO w Warszawie weźmie udział 61 delegacji, w tym 18 prezydentów i 21 premierów, wśród nich prezydent USA Barack Obama.

 

Na jednym z najważniejszych i największych szczytów NATO od lat mają zapaść decyzje wzmacniające bezpieczeństwo m.in. na wschodniej flance Sojuszu.

 

Przywódcy państw NATO na szczycie mają zdecydować o tym, jak Sojusz odpowie na wyzwania z niestabilnego Południa oraz ze Wschodu, gdzie Rosja użyła siły do zmiany granic. W połowie czerwca ministrowie obrony NATO potwierdzili decyzję o rozmieszczeniu w Polsce i krajach bałtyckich czterech batalionowych grup bojowych, czyli wzmocnionych i samodzielnych batalionów w sile ok. 1000 żołnierzy każdy. Decyzje w sprawach, które państwa będą przewodziły batalionom, które kraje wyślą swoje wojska, gdzie i kiedy trafi każdy z oddziałów, mają zostać ogłoszone właśnie na szczycie w Warszawie.