Jako punkt wyjścia dla weekendowego szczytu, "Time" przedstawia atak Rosji na Ukrainę z wiosny 2014 roku.

 

Amerykanie przeprowadzili wtedy szereg gier wojennych. Każdy scenariusz kończył się dla NATO wyjątkowo pesymistycznie - w Europie Wschodniej Sojusz nie ma sił, które pozwoliłyby zatrzymać inwazję na państwa bałtyckie. Po zajęciu ich Sojusz zostałby postawiony przed niewygodnym dylematem - oddać sojusznicze państwa bez walki lub wplątać się w poważną wojnę z mocarstwem atomowym.

 

"Time" twierdzi, że dwa lata później na szczycie w Warszawie kwestia obrony przed Rosjanami wcale nie będzie jednak najtrudniejsza do rozwiązania. Sojusz zmaga się także z Brexitem, kryzysem migracyjnym oraz działaniami ISIS.

 

W efekcie Ivo Daalder, który był ambasadorem USA w NATO w latach 2009-2013, twierdzi, że zbliżający się szczyt będzie najtrudniejszym dla całego NATO od zakończenia zimnej wojny.

 

Trzecia wojna światowa to nie fikcja

 

Autor opinii wyjaśnia, że u podnóża europejskiego pokoju po II Wojnie Światowej leżała inicjatywa zjednoczenia, co obecnie realizuje się m.in. poprzez NATO i Unię Europejską. Brexit oznacza wyłom w tej konstrukcji, wybór wartości narodowych a nie europejskich.

 

- Jak już ruszymy tą drogą, może dość do renacjonalizacji europejskiej polityki. Wiemy jak to się kończy, ponieważ w ten sposób zaangażowaliśmy się (USA - przyp. red.) w dwie wojny światowe - powiedział Daalder. A kolejną wojnę światową może wywołać nie tylko nacjonalizacja w Europie, ale i konflikt z Rosją, co stanowi powrót do punktu wyjścia.

 

Kropla w morzu potrzeb

 

Według gier wojennych wykonanych przez firmę RAND Corp na zlecenie amerykańskiej armii Sojusz, aby powstrzymać agresję Rosjan na państwa bałtyckie, powinien rozmieścić w nich siedem brygad - każda w sile od 3 do 5 tys. żołnierzy.

 

W Warszawie najprawdopodobniej zapadnie decyzja o rozmieszczeniu czterech batalionów - w sumie tysiąca żołnierzy - w Polsce, na Litwie, Łotwie i w Estonii.

 

time.com