Państwa NATO zdecydowały do tej pory, że od 2017 r. w ramach wzmocnionej wysuniętej obecności wojskowej na wschodniej flance w Polsce i trzech krajach bałtyckich będą stacjonowały wielonarodowe batalionowe grupy bojowe, czyli wzmocnione i samodzielne bataliony, liczące po ok. tysiąc żołnierzy. Na szczycie NATO w Warszawie w piątek i sobotę mają zostać ogłoszone decyzje, które państwa będą przewodziły batalionom jako tzw. państwa ramowe, czyli będą odpowiedzialne za zebranie żołnierzy (wystawianych także przez innych sojuszników) i dowodzenie siłami. Do tej roli zgłosiły się USA, Wielka Brytania, Niemcy i Kanada.

 

Współpraca międzypaństwowa

 

- Prowadzimy rozmowy, które mogą przynieść jako skutek, że będziemy wspierali jedno z państw ramowych, czyli tych, które biorą na siebie odpowiedzialność za pieczę nad grupą bojową w państwach bałtyckich. Rzeczywiście takie rozmowy się toczą i zapewne będziemy mogli w trakcie szczytu ogłosić ich wyniki" - powiedział Macierewicz dziennikarzom, otwierając forum ekspertów, które będzie od piątku towarzyszyło szczytowi NATO.

 

- Współdziałanie państw Europy Środkowej (...) jest rzeczywistością, która stanowi istotny wkład, istotny punkt odniesienia naszej obecności w NATO i naszego bezpieczeństwa. Im silniejsze będzie współdziałanie państw Europy Środkowej, tym NATO na wschodniej flance będzie skuteczniejsze - podkreślił minister.

 

Macierewicz powiedział też, że prowadzone są także rozmowy w sprawie wzajemnego wsparcia z jednym z państw, znajdujących się w południowej części wschodniej flanki NATO. Jak dodał, chodzi o to, że ów kraj miałby przysłać swoje wojska do Polski, a my mielibyśmy uczestniczyć w obronie tego państwa. Szef MON nie powiedział, o jakie państwo chodzi.

 

Polskie zaangażowanie w NATO

 

W maju wiceszef MON Tomasz Szatkowski powiedział, że Polska zamierza wysłać myśliwce, by wzięły udział w szykowanej przez NATO misji nadzoru przestrzeni powietrznej Bułgarii i Rumunii. Macierewicz powiedział wtedy, że polscy lotnicy rozpoczną wykonywanie tego zadania we wrześniu.

 

W czwartek Macierewicz przypomniał, że w maju ministrowie obrony państw Grupy Wyszehradzkiej zdecydowali, że ich kraje będą rotacyjnie utrzymywały jedną kompanię w krajach bałtyckich w ramach wzmocnionej wysuniętej obecności na wschodniej flance. Obecnie - w ramach ćwiczeń- w krajach bałtyckich przebywa polska kompania zmechanizowana z 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej.

 

Sojusznicze bataliony w Polsce i krajach bałtyckich według źródeł w kwaterze głównej NATO mają zostać rozmieszczone na początku 2017 r. i pozostać- jak to ujął jeden z dyplomatów - tak długo, jak będzie tego wymagała sytuacja. Będą to oddziały wielonarodowe, a ich obecność będzie miała charakter bojowy, a nie ćwiczebny, jak to było w przypadku sił, które sojusznicy skierowali na wschodnią flankę po wybuchu konfliktu ukraińskiego.

 

Szef BBN Paweł Soloch potwierdził w czwartek w radiowej Trójce, że USA będzie państwem wiodącym batalionu NATO w Polsce. Macierewicz powiedział dziennikarzom, że batalion NATO w Polsce będzie stacjonował w takim miejscu, by móc obroni przesmyk suwalski, czyli kilkudziesięciokilometrowy odcinek granicy polsko-litewskiej w sąsiedztwie obwodu kaliningradzkiego i Białorusi.

 

Oprócz batalionów NATO, w Europie Środkowo-Wschodniej na zasadzie rotacyjnej mają przebywać także żołnierze Stanów Zjednoczonych, stanowiący ekwiwalent brygady pancernej.

 

Soloch powiedział, że najprawdopodobniej w Polsce znajdzie się dowództwo tej brygady, jak i batalionów NATO. Z kolei Macierewicz w tym tygodniu powiedział, że dowództwo batalionów stacjonujących na wschodniej flance znajdzie się prawdopodobnie w Elblągu.

 

Jak mówił w maju Macierewicz, ta decyzja to przełom w historii NATO, bowiem do tej pory, gdy na wschodniej flance nie było wojsk innych sojuszników, nasza obecność w NATO miała charakter "trochę papierowy". Zdaniem Macierewicza sojusznicze bataliony mają - swoim potencjałem do powstrzymywania ewentualnej agresji rosyjskiej tak długo, dopóki nie dojdą niezbędne posiłki - skutecznie odstraszać przed próbą podjęcia ataku. Mają bowiem uświadamiać, że taki atak przerodziłby się w wojnę, którą Rosja musiałaby przegrać.

 

PAP