W zaprezentowanym w środę dokumencie, który powstał na podstawie trwającego od listopada 2009 roku dochodzenia, podkreślono, że w marcu 2003 roku nie było nieuchronnego zagrożenia ze strony irackiego dyktatora Saddama Husajna, a chaos, jaki zapanował następnie w Iraku i regionie, powinien był zostać przewidziany.

 

Raport, który opracowano na podstawie ponad 150 rozmów z przedstawicielami ówczesnych najwyższych brytyjskich władz, liczy ponad 2,6 mln słów. Jest on bardzo krytyczny wobec działań ówczesnego laburzystowskiego premiera Tony'ego Blaira.

 

- Śledztwo nie rozstrzygnęło kwestii tego, czy podjęte działania militarne były legalne - powiedział Chilcot dziennikarzom i krewnym niektórych żołnierzy poległych w Iraku. - Ustaliliśmy jednak, że okoliczności, w jakich zdecydowano, że istnieją podstawy prawne działań militarnych były dalekie od satysfakcjonujących - dodał.

 

"Konsekwencje inwazji zostały niedoszacowane"

 

Chilcot ocenił też, że "działania militarne w tamtym czasie nie były nieuniknione", a Wielka Brytania zdecydowała się "przyłączyć do inwazji na Irak przed wyczerpaniem wszystkich opcji pokojowych w celu rozbrojenia" tego kraju.

 

Prowadzący dochodzenie oświadczył, że "mimo ostrzeżeń konsekwencje inwazji zostały niedoszacowane". - Plany i przygotowania dotyczące Iraku bez Saddama były całkowicie nieadekwatne - dodał, zwracając uwagę, że rząd nie był w stanie wziąć pod uwagę "całego zakresu zadań niezbędnych dla ustabilizowania, administrowania i odbudowy Iraku".

Sam Blair zapewnił, że działał "w dobrej wierze i kierując się tym, co brał za najkorzystniejsze dla kraju".

 

- Ten raport powinien zakończyć sugestie o działaniu w złej wierze, kłamstwach lub manipulacji. Podczas gdy ludzie mogą się zgadzać lub nie z moją decyzją o podjęciu działań militarnych przeciwko Saddamowi Husajnowi, podjąłem ją w dobrej wierze i uwzględniając to, co uznawałem za interes naszego państwa - napisał w swoim wstępnym oświadczeniu były premier.

 

Były lider Partii Pracy zwrócił uwagę, że raport "wyraźnie wykazał, że nie doszło do sfałszowania lub niewłaściwego użycia informacji wywiadowczych, zwodzenia członków rządu lub tajnego zobowiązania do udziału w wojnie".

 

Blair przyznał jednak, że raport Chilcota "przedstawia prawdziwą i znaczącą krytykę przygotowania, planowania, postępu (operacji zbrojnych w Iraku), a także relacji ze Stanami Zjednoczonymi". - Biorę pełną odpowiedzialność za wszystkie błędy, bez wyjątków i wymówek - podkreślił.

 

Mieli "szczere przekonanie, że Saddam Husajn ma dostęp do broni chemicznej"

 

Przemawiając w Izbie Gmin konserwatywny premier David Cameron, który głosował w 2003 roku za interwencją w Iraku, podkreślił, że według przedstawionych wniosków zaangażowane osoby - w tym premier, główne służby wywiadowcze i przedstawiciele wojska - mieli "szczere przekonanie, że Saddam Husajn ma dostęp do broni chemicznej i nuklearnej".

 

Cameron zaznaczył, że śledztwo wykazało, że Blair nie wpływał na raporty służb wywiadowczych i ich wnioski, ale też nie przedstawił w wystarczającym stopniu słabych punktów ich analiz. Szef rządu skrytykował procedury działania i podejmowania decyzji, ale odrzucił zarzuty, jakoby Blair miał świadomie wprowadzać opinię publiczną w błąd.

 

Przedstawiając wnioski ze śledztwa, wskazał na konieczność dbania o przestrzeganie procedur w ramach podejmowania kluczowych decyzji, a także o stworzenie kultury pracy, w której ministrowie i urzędnicy mogą otwarcie nie zgadzać się z premierem bez obawy o konsekwencje. Dodał również, że konieczne jest dalsze dozbrojenie brytyjskiej armii, aby zapewnić, że "nieakceptowalna sytuacja" wysyłania żołnierzy bez wystarczającego wyposażenia nigdy się nie powtórzy.

 

Cameron ostrzegł jednak przed wyciąganiem pochopnych wniosków, że Wielka Brytania nie powinna nigdy w przyszłości rozważać uczestnictwa w interwencji zbrojnej, a także zaznaczył, że na podstawie pojedynczych pomyłek nie należy umniejszać znaczenia działań służb wywiadowczych, które "nieustannie bronią nas przed atakami".

 

Decyzja o interwencji miała "niszczące konsekwencje"

 

Z kolei lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn, który był jednym z głównych organizatorów kampanii przeciwko wojnie w Iraku i milionowego marszu w centralnym Londynie w lutym 2003 roku, wytknął, że "opracowanie tego raportu nie powinno było zająć tyle czasu". Jak podkreślił, decyzja o interwencji - podjęta "wbrew przytłaczającemu ciężarowi opinii prawników i opinii publicznej" - miała "niszczące konsekwencje", które przyczyniły się do wzrostu znaczenia problemu terroryzmu.

 

Corbyn zwrócił uwagę, że podczas gdy "klasa rządząca podjęła błędną decyzję, wielu ludzi miało rację" protestując przeciwko agresji na Irak, co przyczyniło się do załamania zaufania wyborców do polityków.

 

Szef laburzystów podkreślił, że jego zdaniem parlament "został wprowadzony w błąd" i należy podjąć decyzję, czy powinny być podjęte w związku z tym oddzielne kroki prawne. Corbyn ani razu jednak nie wymienił wprost byłego premiera Blaira.

 

"Mój syn zginął na próżno, bez powodu"

 

Do raportu odniosły się również rodziny brytyjskich żołnierzy, którzy zginęli w trakcie wojny. "(Blair) zniszczył rodziny, a my straciliśmy nasze dzieci. To była nielegalna wojna. Mój syn zginął na próżno, bez powodu" - mówił wzburzony Mark Thompson, którego syn Kevin został zabity w 2007 roku.

 

Podczas sześciu lat brytyjskiego zaangażowania w Iraku, do 2009 roku, zginęło 179 brytyjskich żołnierzy. W oświadczeniu części rodzin poległych żołnierzy podkreślono, że brytyjskie władze powinny zapewnić, że nigdy więcej nie zostaną popełnione tak poważne błędy.

 

PAP