Nowozelandzka para turystów powiedział dziennikarzom portalu stuff.co.nz, że zauważyli coś owiniętego w zielony materiał, co podskakiwało na falach w płytkiej wodzie. Odkrycia dokonali opodal miejsca, w którym przed miesiącem znaleziono samochód Jurija i Natalii Szipulinów, a o zaginięciu których poinformował 16 czerwca ich partner biznesowy Andriej Luzanienko.
 

Turyści już wcześniej czytali o znajdywanych na plaży ludzkich szczątkach. Morze wyrzuciło m.in. parę ludzkich nóg. One także owinięte były w zielony materiał, więc Nowozelandczycy od razu zawiadomili policję.


Funkcjonariusze potwierdzili, że w odnalezionym pakunku znajdowała się ludzka głowa. Dzięki badaniom DNA ustalono, że szczątki należały do rosyjskiej pary.

 

Rosjanie prowadzili farmę i firmę fotograficzną


"Fiji Times" informuje, że para przeprowadziła się na Fidżi w 2011 roku i od tamtej pory wynajmowała farmę na Viti Levu, największej wyspie Fidżi oraz prowadziła firmę fotograficzną. "Jurij był szczęśliwym, bezstresowym człowiekiem, który kochał życie, kochał Fidżi i chciał związać swoje życie z tym miejscem" - twierdzi jeden z jego przyjaciół, cytowany przez gazetę.


Potwierdził to także Andriej Luzanienko, ale dodał, że znajomi mieli się bardzo zmienić po przejściu cyklonu, który na początku roku spustoszył Fidżi. Zniszczeniu uległa także farma Rosjan, a oni sami popadli w poważne finansowe tarapaty. Luzanienko powiedział dziennikarzom "Fiji Sun", że podczas ich ostatniego spotkania znajomi nie odezwali się do niego ani słowem.


Fiji Times, stuff.co.nz