Premier Viktor Orban powiedział w zeszłym tygodniu, że referendum ma mu pomóc w walce o zaostrzenie polityki imigracyjnej w UE, która inaczej stanie przed widmem wystąpienia ze Wspólnoty kolejnych państw. To istotne, by udało się uzgodnić w Brukseli "taką politykę migracyjną, która odpowiada potrzebom ludzi i nie sprawia, że staje się nieuniknione występowanie przeciwko niej z narażeniem własnego członkostwa w UE" - oświadczył.

 

Szef kancelarii premiera, Janos Lazar, zapewnił potem, że referendum nie jest skierowane przeciwko UE, tylko stanowi dobry przykład tego, jak można na istotne tematy rozmawiać z wyborcami.

 

Propozycja Komisji Europejskiej

 

Brukselscy urzędnicy zaproponowali 4 maja reformę unijnej polityki azylowej, która zakłada wprowadzenie stałego systemu podziału uchodźców, uruchamianego w sytuacji kryzysowej. Jeśli do jakiegoś kraju napłynie nieproporcjonalnie duża liczba uchodźców, o połowę większa niż ustalony z góry próg, to nowi uchodźcy byliby automatycznie rozsyłani do innych państw według nowego systemu.

 

Kraje niechętne przyjmowaniu uchodźców mogłyby odstąpić od udziału w relokacji na rok, ale w zamian musiałyby zapłacić 250 tys. euro za każdego uchodźcę, którego nie przyjmą. Pieniądze trafiłyby do kraju, który przejmie odpowiedzialność za danego uchodźcę. Polska oraz inne kraje Grupy Wyszehradzkiej zdecydowanie odrzuciły tę propozycję.

 

PAP