Sąd podkreślił, że "sprawstwo obwinionego jest oczywiste", a wyrok skazujący sądu I instancji "był jak najbardziej słuszny" - ale ze względu na przedawnienie karalności czynu, jest zmuszony umorzyć postępowanie.

 

Szalał na krajowej "siódemce"

 

Roberta N. obwiniono o 81 wykroczeń, jakich dopuścił się prowadząc samochód 14 lutego 2014 r. na drodze krajowej nr 7, między Jędrzejowem a Kielcami. Chodziło m.in. o niezatrzymanie się do policyjnej kontroli, kilkakrotne przekroczenie dopuszczalnej prędkości, wyprzedzanie w niedozwolonych miejscach, jazdę pod prąd, niestosowanie się do znaków drogowych i zmuszanie innych kierujących do ucieczki na pobocze, by uniknąć zderzenia.

 

O ukaranie N. wnioskowała do sądu policja. 8 stycznia b.r. Sąd Rejonowy w Jędrzejowie orzekł wobec mężczyzny karę 5 tys. zł grzywny i trzy lata zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych. Obrońca „Froga” złożył apelację od wyroku - wskazał m. in. na błąd w ustaleniach faktycznych i wątpliwość co do tego, czy obwiniony prowadził tego dnia pojazd.

 

Sąd nie był taki szybki

 

Jak uzasadniał sędzia Jan Klocek, w trakcie rozpoznawania sprawy zaistniała "negatywna przesłanka procesowa" - przedawnienia karalności czynu. Przypomniał, że wyrok w sądzie I instancji zapadł na miesiąc przed przedawnieniem się sprawy - w myśl obowiązujących przepisów liczą się dwa lata od popełnienia wykroczenia.

 

- Potem przedstawienie uzasadnienia, postępowanie międzyinstancyjne, przedstawienie akt sądowi odwoławczemu następowały już w czasie, kiedy minęły dwa lata od 14 lutego 2014 r. W związku z tym, sąd nie miał innej możliwości, jak tylko (…) uchylić wyrok skazujący - chociaż słuszny - i umorzyć postepowanie - podkreślił Klocek.

 

Sędzia odniósł się też do przyczyn takiej sytuacji. Wskazał, iż "początkowe wątpliwości organów ścigania" co do poprawności kwalifikacji prawnej czynu zarzucanego N., spowodowały przedłużenie postępowania o co najmniej o kilka miesięcy. Rozstrzygnięcie sprawy przedłużały też spory między sądami o to, który - ze względu na "właściwość miejscową" - powinien ją prowadzić.

 

Sąd nie zgodził się z argumentami obrony, że istniała wątpliwość co do tego, czy obwiniony prowadził pojazd. Zdaniem sądu odwoławczego, potwierdzają to dowody - głównie monitoring z policyjnego samochodu, który brał udział w pościgu za N. oraz zeznania świadków. - Sprawstwo obwinionego jest oczywiste. Wyrok skazujący był jak najbardziej słuszny - podkreślił sędzia Klocek.

 

Wyrok umarzający postepowanie jest prawomocny.

 

To nie jedyny proces

 

Robert N. usłyszał w ciągu ostatniego roku pięć prawomocnych wyroków skazujących w warszawskich sądach za wykroczenia, których dopuścił się 5 czerwca 2014 r. jeżdżąc ulicami stolicy. Orzeczono kary aresztu, kary grzywny i trzyletni zakaz prowadzenia pojazdów. N. ma też pokryć koszty sądowe.

 

W Sądzie Rejonowym Warszawa - Mokotów toczy się proces przeciw N. prowadzony na podstawie aktu oskarżenia, skierowanego przez Prokuraturę Okręgową w Płocku. Kolejną rozprawę zaplanowano 7 września. Prokuratura postawiła mu dwa zarzuty - sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym - w czasie jazdy między Jędrzejowem i Kielcami oraz w Warszawie. Mężczyźnie grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności.

 

O „Frogu” stało się głośno, gdy w czerwcu 2014 r. w internecie pojawił się film nagrany kamerą umieszczoną w aucie, na którym widać jak mężczyzna - później, w trakcie śledztwa potwierdzono, że był to Robert N. - jadąc ulicami Warszawy, wjeżdża na skrzyżowanie na czerwonym świetle, prowadzi auto z dużą prędkością slalomem między innymi pojazdami, a także ściga się z motocyklistami.

 

PAP