Zdarzenie miało miejsce na toruńskim Rynku Staromiejskim, gdy Komorowski zmierzał na dziedziniec dawnego ratusza na wiec w ramach kampanii przed wyborami prezydenckimi.

 

Według Prokuratury Rejonowej Toruń Centrum-Zachód oskarżony wybiegł z tłumu, ominął umundurowanych policjantów, a następnie próbował uderzyć prezydenta lewą ręką, w której trzymał foliową torbę. Interweniowali funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu.

 

"Chciał porozmawiać z prezydentem na temat aborcji"

 

W reklamówce, którą trzymał Remigiusz D., znajdowała się żółta koszulka z wizerunkiem płodu i napisem "Ratuj mnie. www. stop aborcji.pl". W drugiej ręce miał ulotki i zdjęcia płodów po aborcji.

 

Remigiuszowi D. prokuratura zarzuciła też zastosowanie przemocy wobec funkcjonariuszy policji, którzy obezwładnili go po interwencji BOR. Miał naruszyć ich nietykalność cielesną policjantów i wpływać na ich działanie.

 

D. był zatrzymany tylko kilka godzin, zwolniono go po przesłuchaniu przez prokuratora. Zastosowano jedynie poręczenia majątkowe i dozór policji, który później uchylono.

 

Prokurator Kukawski powiedział, że podejrzany w śledztwie twierdził, że przyszedł na Rynek Staromiejski w Toruniu wraz z członkami organizacji "Stop aborcji" i .

 

- W śledztwie przesłuchano kilkunastu świadków. Przeszkodą w szybszym zakończeniu sprawy była konieczność uzyskania z różnych ośrodków dokumentacji lekarskiej dotyczącej podejrzanego, a potem ustalenie czy w rozumieniu Kodeksu karnego był on poczytalny. Ustalono, że był poczytalny w chwili popełnienia czynu - podkreślił Kukawski.

 

Oświadczenie Fundacji Pro - prawo do życia

 

Bezpośrednio po zatrzymaniu Remigiusza D. oświadczenie wydała Fundacja Pro - prawo do życia, występującą w obronie życia poczętego i przeciw aborcji.

 

- Oświadczamy, że mężczyzna uczestniczący w zgromadzeniu publicznym przed ratuszem miejskim pobrał nasze ulotki z intencją pokazania ich Bronisławowi Komorowskiemu. Po przeanalizowaniu materiałów filmowych z miejsca zdarzenia stwierdzamy jednak, że działał zbyt gwałtownie, co mogło wywołać wrażenie, że jego intencje są inne od deklarowanych. Mężczyzna ten wcześniej pojawiał się na akcjach Pro - prawo do życia i nigdy nie dawał podstaw do powątpiewania w jego intencje. Tak jak potępiamy przemoc wobec nienarodzonych, tak też potępiamy przemoc w debacie publicznej - napisali w oświadczeniu działacze fundacji.

 

Najsurowiej z zarzucanych oskarżonemu czynów zagrożone jest przestępstwo czynnej napaści na prezydenta, za którą Kodeks karny przewiduje karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do pięciu lat. Sprawę Remigiusza D. rozpatrzy Sąd Okręgowy w Toruniu.

 

PAP