Po wylądowaniu samolotu El Al na lotnisku im. Ben Guriona nie ogłoszono alarmu - poinformował będący na miejscu kamerzysta agencji Reutera. Według agencji AP w hali przylotów na pasażerów czekali zmartwieni bliscy. Sami pasażerowie o całej sytuacji dowiedzieli się dopiero po wylądowaniu.

 

Anonimowy informator

 

Jak powiedział szef El Al Dawid Maimon, linie otrzymały wiadomość od anonimowego informatora o potencjalnym zagrożeniu bombowym na pokładzie.

 

Izraelski urząd lotnictwa cywilnego ogłosił, że z tego powodu szwajcarskie siły powietrzne poderwały myśliwce F-18, by eskortowały izraelską maszynę.

 

Według szwajcarskiej agencji żeglugi powietrznej Sky Guide alarm ogłoszono, gdy boeing znajdował się nad terytorium Francji. Jak dodał, samolotowi aż do dotarcia do szwajcarskiej przestrzeni powietrznej towarzyszyły francuskie myśliwce.

 

Linie El Al nie ujawniają szczegółów

 

Rzeczniczka El Al nie chciała podać szczegółów na temat wtorkowego incydentu. Odmówiła odpowiedzi na pytanie, dlaczego linie, uważane za najbardziej świadome ryzyka na świecie, nie zdecydowały się na lądowanie awaryjne w drodze do Tel Awiwu.

 

Pytana o to, czy przewoźnik uznał zagrożenie za wiarygodne, odparła: "Skoro samolot kontynuował lot, to mogą się państwo sami domyślić".

 

PAP