W niedzielę ukraiński zespół "Ot Vinta" nie otrzymał pozwolenia na wjazd do Polski. Zespół miał dać koncert w Warszawie w ramach festiwalu „Plac Defilad”.

 

- Powody dotyczyły zapewnienia porządku publicznego - powiedział Błaszczak. - Ja tak to oceniam, że organizator tej imprezy chciał przenieść awanturę z Przemyśla do Warszawy - dodał minister.

 

"Ukraińscy nacjonaliści?"

 

Kilka dni temu zespół Ot Vinta miał wystąpić w Przemyślu na imprezie „Noc na Iwana Kupały” organizowanej przez Związek Ukraińców w Polsce. Koncert został jednak odwołany po tym, jak prezydent Przemyśla Robert Choma zwrócił się do organizatorów z sugestią rozważenia możliwości zmiany zespołu występującego podczas imprezy.

 

Zdaniem prezydenta Przemyśla lider zespołu kultywuje postać Stepana Bandery, skrajny ukraiński nacjonalizm i organizację OUN - UPA. „Koncert zespołu, którego lider nie kryje swych skrajnych poglądów, na tydzień przed kolejną rocznicą ludobójstwa dokonanego na Polakach na Wołyniu mógłby być przyczynkiem do kolejnego etapu eskalacji napięć”- można przeczytać w oświadczeniu.

 

Ostatecznie nie tylko koncert, ale cała impreza się nie odbyła.

 

Wzrost napięcia

 

Prezes Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma w oświadczeniu wydanym w niedzielę podkreślił, że muzycy zespołu występowali już w Polsce ok. 20 razy, m.in. w 2012 r. wzięli udział w „Sopot International Festiwal”. "ZUwP z narastającym niepokojem obserwuje coraz agresywniejsze działania wymierzone w społeczność ukraińską w Polsce oraz wzmagającą się antyukraińską histerię w naszym państwie" - głosi oświadczenie.

 

Związek przypomina, że ub.r. doszło do zniszczenia przez nieznanych sprawców ukraińskich upamiętnień w Polsce, w tym na Cmentarzu Wojskowym w Pikulicach znajdującym się pod pieczą Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, a 26 czerwca zaatakowano uczestników dorocznej uroczystości religijnej w Przemyślu.

 

"Komuś bardzo zależało i nadal zależy, by na pograniczu polsko-ukraińskim nie było spokoju. I żeby pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a Ukrainą utrzymywał się stan permanentnego napięcia, by uniemożliwić rozwój stosunków dobrosąsiedzkich" - pisze Tyma. Według niego działania te mają związek z zbliżającym się szczytem NATO w Warszawie. "Chodzi również o to, by zademonstrować światu, że wschodnia flanka NATO nie umacnia się, lecz osłabia przez rzekomo narastający konflikt polsko-ukraiński i polsko-litewski" - twierdzi Tyma.

 

PAP