27 czerwca młody Fin podróżujący po Europie na rowerze zatrzymał się przed hotelem przy ul. Czerwonego Krzyża i wszedł do środka, by zapytać, czy są wolne pokoje. Mimo, że po pozostawiony na zewnątrz rower wrócił zaledwie po kilku minutach, ani jednośladu, ani zapakowanego na nim bagażu na miejscu już nie było.

 

Po nagłośnieniu sprawy w mediach, z inicjatywy Andrzeja Sikonia oraz grupy ludzi dobrej woli z Wałbrzycha i okolic ruszyła zbiórka. Już dzień po kradzieży młody Fin otrzymał od nich nowy rower oraz ekwipunek turystyczny.

 

Teraz policja odzyskała rower ukradziony podróznikowi. Został on bowiem porzucony na terenie wałbrzyskiego szpitala, niedaleko miejsca kradzieży. Informacje o rowerze przekazał policji palacz zatrudniony w placówce. Rower, ale już bez sprzętu turystycznego został porzucony w pobliżu szpitalnej kotłowni.

 

"Gdyby nie kradzież nie poznałbym tych ludzi o wielkich sercach"

 

Ponieważ gdy rower Fina został odnaleziony, chłopak był już w dalszej podróży na swoim nowym sprzęcie, stary rower pozostawiono (na życzenie podróżnika) Andrzejowi Sikonia i drużynie harcerskiej.

 

– Kiedy skradziono mi rower było mi bardzo przykro. Ale gdyby nie został ukradziony, to nie mógłbym poznać tych ludzi o wielkich sercach - mówił Fin przed wyruszeniem w dalszą drogę. Pojechał w stronę Czech w towarzystwie kilku miłośników kolarstwa z Wałbrzycha.

 

Za kradzież złodziejowi grozi do 5 lat pozbawienia wolności, jeśli policja go znajdzie.

 

polsatnews.pl, walbrzych.policja.gov.pl, naszemiasto.pl