Końcowe odliczanie dla Juno: decydująca faza misji NASA do Jowisza

Technologie
Końcowe odliczanie dla Juno: decydująca faza misji NASA do Jowisza
NASA

W najbliższy wtorek o świcie polskiego czasu uwaga świata skupi się na Jowiszu. W otaczającą go grubą, skłębioną warstwę chmur wedrze się zbudowana przez NASA sonda Juno. Wejdzie na jego orbitę, by przez rok robić zdjęcia największej planety Układu Słonecznego.

Swoją misję (kosztującą 1,1 mld dolarów) sonda rozpoczęła w sierpniu 2011 roku. Po drodze pokonała niemal 3 mld kilometrów.

 

Już wcześniej do Jowisza doleciały sondy Voyager, Pioneers, Galileo, Ulysses, Cassini i New Horizons, która rok temu, dotarła do Plutona. Większość z nich ma wyznaczone inne cele, a Jowisza tylko po drodze mijała. Jowisza okrążał jedynie Galileo (a nawet wprowadził w jego atmosferę próbnik z aparaturą pomiarową).

 

Cel: Jowisz

 

NASA zdecydowała, że Juno będzie okrążała Jowisza przez rok. W tym czasie ma przesyłać na Ziemię zdjęcia - najlepsze zbliżenia powierzchni tej planety, jakie kiedykolwiek wykonano. Zdjęcia Jowisza przekazywały już co prawda niektóre sondy czy Kosmiczny Teleskop Hubbla'a. Naukowcy liczą jednak na to, że najlepsze zdjęcia dopiero trafią w ich ręce. Juno zejdzie bliżej powierzchni i dostarczy szczegółowych obrazów: regionów polarnych, chmur czy zorzy polanej.

 

W przeciwieństwie do skalistej Ziemi czy Marsa - Jowisz jest gazowym gigantem, zbudowanym przede wszystkim z wodoru i helu. Naukowcy mają nadzieję na to, że jego badania mogą wiele powiedzieć na temat fundamentalnych procesów formowania i wczesnej ewolucji Układu Słonecznego.

 

Ryzykowne hamowanie

 

Kiedy Juno doleci do Jowisza (według naszego czasu będzie to w najbliższy wtorek rano), odpali główny silnik, dzięki któremu spowolni i wejdzie na orbitę planety. Ten precyzyjny manewr będzie dla misji krytyczny, gdyż gdyby hamowanie miało się nie udać - Juno oddali się od Jowisza. Odpalenie silnika potrwa ok. pół godziny, dzięki czemu Juno wejdzie na orbitę polarną planety.

 

Ponieważ przesłanie sygnału radiowego pomiędzy Jowiszem a Ziemią zajmuje 48 minut, w razie problemów kontrolerzy misji z Jet Propulsion Laboratory (należącego do NASA) w Kalifornii nie zdołają na bieżąco interweniować. Mogą tylko czekać i nasłuchiwać sygnałów świadczących o tym, że silnik Juno został odpalony tak, jak zaplanowali.

 

Wszystko od tego zależy - podkreślał cytowany przez agencję AP szef zespołu naukowców z misji Juno Scott Bolton z Southwest Research Institute w Teksasie.

 

 

Tajemnice Jowisza

 

Choć kosmiczne sondy docierają w pobliże Jowisza już od lat 70., wciąż wielu rzeczy o tej planecie nie wiemy: ile jest na niej wody, czy ma ona gęste jądro i dlaczego kurczy się Wielka Czerwona Plama - charakterystyczny, ogromny stały antycyklon, wiejący na Jowiszu na południe od równika co najmniej od kilkuset lat.

 

W czasie misji Juno ma podglądać powierzchnię Jowisza przez grubą warstwę chmur, przelatując 5 tys. kilometrów bliżej niej niż jakakolwiek inna sonda.

 

- Celem misji jest ustalenie jak powstają układy słoneczne - tłumaczył Bolton podczas spotkania z mediami.

 

Z powodu dużej odległości od Słońca dotychczasowe loty w pobliże Jowisza realizowano z użyciem napędu nuklearnego. Juno jest pierwszą sondą, która doleciała tak daleko dzięki zasilaniu energią słoneczną. Juno (mający mniej więcej wielkość auta typu SUV) jest zaopatrzony w trzy panele słoneczne, przypominające łopaty wiatraka. Ustawiają się tak, aby przez większość podróży maksymalnie wykorzystać działanie Słońca.

 

Na pokładzie Juno znajduje się dziewięć instrumentów pozwalających badać Jowisza, jego gazowe wnętrze i burzliwą atmosferę. Są tam również trzy figurki lego, przedstawiające rzymskiego boga Jowisza, boginię Junonę i Galileusza (Galileo).

 

Kiedy Juno wypełni swoje zadania, w 2018 r. ostatecznie "zanurkuje" w atmosferę Jowisza i spłonie. Szczegóły na temat misji można znaleźć na stronie NASA.

 

PAP

 

jk/ptw/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze