W ciągu dwóch godzin na naszą skrzynkę trafiło kilkadziesiąt wiadomości z prośbą, byśmy nagłośnili sprawę. "Te zdjęcia są dowodem na to, że karne powinny zostać powtórzone" - napisała jedna z internautek. "Polska jeszcze nie odpadła. Rzut karny powinien został powtórzony" - dodała inna.

 

Jak powinien zachować się bramkarz podczas strzału z jedenastu metrów oraz czy jest szansa na powtórzenie meczu? Wyjaśniamy.

 

Żółta kartka za przekroczenie linii

 

Tuż przed rozpoczęciem Euro 2016 Międzynarodowa Rada Piłkarska (IFAB) dokonała istotnych zmian w przepisach gry w piłkę nożną. Część dotyczyła wykonywania rzutów karnych.

 

Wedle zmian, wykonujący go piłkarz nie może zmieniać rytmu biegu i zatrzymywać się przed oddaniem strzału. Za takie zachowanie grozi upomnienie oraz anulowanie "jedenastki". Z kolei bramkarze za przekroczenie linii bramkowej przed uderzeniem mają być karani żółtą kartką. W taki przypadku, jeśli nie padła bramka, strzał ma być powtórzony.

 

Temat zachowania golkiperów w trakcie wykonywania "jedenastek" wrócił kilka dni temu, gdy chorwacki bramkarz w wygranym 2:1 meczu z Hiszpanią obronił strzał Sergio Ramosa wyskakując około 1,5 metra przed bramkę. W tym przypadku arbitrzy nie dopatrzyli się nieprawidłowości.

 

 

Po meczu głos w sprawie zabrał szef sędziów UEFA Pierluigi Collina, który  poinformował, że na spotkaniu z arbitrami Euro uczulił ich, aby przestrzegali zasady zobowiązującej bramkarzy do pozostania na linii bramkowej przy bronieniu rzutów karnych.

 

- Bramkarz ruszył się do przodu i nie zostało to zauważone przez zespół sędziowski. To był błąd. Niestety takie sytuację się zdarzają. Trzeba jednak podkreślić, że to był błąd popełniony w dobrze prowadzonym meczu - stwierdził Collina.

 

Collina powiedział, że problem zachowania bramkarzy i piłkarzy podczas wykonywania rzutów karnych był omawiany na spotkaniu z zespołami sędziowskimi, które poprowadzą meczę 1/8 i 1/4 finałów mistrzostw.

- Te same zasady obowiązują również podczas serii rzutów karnych - dodał.

 

Ręka Henry'ego

 

Szanse na powtórzenie meczu Polaków z Portugalią są jednak bliskie zeru. Na taki krok nie zdecydowano się nawet po słynnej ręce Thierry’ego Henry’ego w meczu Francji z Irlandią w eliminacjach mistrzostw świata 2010 r.

 

W 13. minucie dogrywki sędziowie nie zauważyli jak francuski napastnik przytrzymał piłkę ręką, by ta nie opuściła boiska, po czym asystował przy golu Williama Gallasa. W dodatku telewizyjne powtórki pokazały, że Henry był chwilę wcześniej na pozycji spalonej. Niesłusznie uznana bramka zdecydowała o tym, że to Francuzi pojechali na mundial, a nie Irlandczycy.

 

 

 

polsatnews.pl, PAP