Podczas wtorkowych uroczystości przemówienie prezydenta Dudy było wielokrotnie zakłócane okrzykami części zgromadzonych - wołano m.in. "konstytucja", "precz z komuną", "Andrzej Duda"; część osób trzymała w rękach konstytucję i czerwone kartki.

 

Wystąpieniu byłęgo prezydenta Lecha Wałęsy towarzyszyły gwizdy i krzyki: "do widzenia", "hańba", "Lechu", "Bolek". Również podczas przemówienia prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka, oprócz braw, słychać było również gwizdy.

 

Magierowski w rozmowie z dziennikarzami podkreślił, że prezydent Duda pojechał do Poznania, żeby oddać hołd uczestnikom i ofiarom Poznańskiego Czerwca '56.

 

- Była to szczególna okazja, bo okrągła 60. rocznica, i myślę, że szczególnie w przypadku takich rocznic historycznych, ważnych i dla mieszkańców Poznania, i myślę, że dla wszystkich Polaków, nie powinno dochodzić do takich incydentów, nie powinno dochodzić do sytuacji, w których wyrażane są w tak drastyczny sposób opinie polityczne - powiedział Magierowski.

 

"Prezydent chciał uniknąć tego rodzaju debaty"

 

Zwrócił uwagę, że prezydent w przemówieniu nie nawiązywał do bieżącej polityki, bo "właśnie chciał uniknąć tego rodzaju debaty - w tym momencie i w tym miejscu".

 

- Oczywiście pan prezydent słyszał i widział to, co się działo na placu Mickiewicza w Poznaniu. Mogę tylko stwierdzić, że niezależnie od podziałów politycznych w Polsce, niezależnie od tego, z którego obozu politycznego wywodzą się politycy, którzy w danym momencie, w danym miejscu przemawiają, do takich zdarzeń dochodzić nie powinno - powiedział Magierowski.

 

Podkreślił, że do tego rodzaju zdarzeń nie powinno "dochodzić także np. na Powązkach, kiedy politycy tej czy innej opcji, oddają hołd ofiarom, uczestnikom, powstania warszawskiego".

 

- Zbliża się kolejna rocznica, w poprzednich latach dochodziło do takich incydentów, uważam, że nie powinno do nich dochodzić niezależnie od barw partyjnych - powiedział szef prezydenckiego biura prasowego.

 

Obchody w Poznaniu z udziałem prezydenta Węgier

 

Poznańskie uroczystości, w których udział wziął także m.in. prezydent Węgier Janos Ader, upamiętniały strajk generalny podjęty 28 czerwca 1956 r. przez robotników Zakładów Cegielskiego, wówczas Zakładów im. Stalina (ZISPO). Zorganizowana przez nich demonstracja uliczna, została krwawo stłumiona przez milicję i wojsko. W starciach na ulicach miasta zginęło, według badań IPN, co najmniej 58 osób, a kilkaset zostało rannych.

 

Jaśkowiak komentując w środę przebieg wtorkowych uroczystości powiedział dziennikarzom, że jest mu bardzo przykro, że to takich sytuacji doszło. Jego zdaniem okrzyki i buczenie podczas uroczystości to bezpośrednia reakcja poznaniaków na decyzję szefa MON Antoniego Macierewicza ws. apelu pamięci - podczas głównych uroczystości miały być w nim przywołane oprócz poległych w Czerwcu ’56, także nazwiska ofiar katastrofy smoleńskiej. Władze miasta sprzeciwiły się temu, ostatecznie Jaśkowiak podjął decyzję o rezygnacji z wojskowej asysty honorowej podczas głównych uroczystości.

 

PAP