- Brytyjscy europosłowie pozostają pełnoprawnymi członkami Parlamentu Europejskiego, dopóki Wielka Brytania będzie w UE - powiedział Schulz na konferencji prasowej w Brukseli, pytany, czy po referendum w sprawie Brexitu eurodeputowani Zjednoczonego Królestwa powinni mieć udział w pracach PE i dyskusji o przyszłości Unii.

 

Schulz dodał, że gdy uruchomiony zostanie artykuł 50., czyli procedura wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE, europarlament rozważy, "jaki wpływ będzie to mieć na status członków PE, pochodzących ze Zjednoczonego Królestwa".

 

Zwolennicy Brexitu "nie spieszą się z opuszczeniem europarlamentu"

 

- Jestem zaskoczony, że niektórzy brytyjscy europosłowie, którzy entuzjastycznie opowiadali się za wyjściem z ich kraju z UE i sprawiali wrażenie, jakby chcieli natychmiast po referendum opuścić europarlament, teraz się nie śpieszą. Podczas dzisiejszej debaty byli bardzo obecni - dodał szef PE.

 

Zdaniem komentatorów po złożeniu przez rząd w Londynie oficjalnego wniosku w sprawie wyjścia z UE, co może nastąpić jesienią, brytyjscy europosłowie, którzy zajmują stanowiska w komisjach i we władzach PE będą pod presją, by zrezygnować z tych funkcji. W przyjętej we wtorek rezolucji PE zapowiedział, że przeprowadzi "zmiany organizacyjne", które odzwierciedlą wolę Brytyjczyków w sprawie opuszczenia UE.

 

Wielka Brytania ma 73 europosłów. Troje z nich stoi na czele komisji europarlamentarnych: konserwatystka Vicky Ford przewodniczy komisji rynku wewnętrznego i ochrony konsumentów, Linda McAvan z Partii Pracy - komisji rozwoju, a Claude Moraes, również z Partii Pracy - komisji swobód obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. Dodatkowo Brytyjczycy mają cztery stanowiska wiceprzewodniczących komisji, jednego kwestora PE i przewodniczą siedmiu delegacjom PE ds. stosunków z krajami trzecimi.

 

EKR bez zmian

 

Stanowiska w PE zazwyczaj rozdzielane są pomiędzy frakcje polityczne, a potem pomiędzy grupy narodowe wewnątrz frakcji. Także teraz od wewnętrznych dyskusji we frakcjach o konsekwencjach brytyjskiego referendum w dużej mierze zależało, czy będą zmiany na stanowiskach w PE zajmowanych przez Brytyjczyków.

 

Swoje stanowisko zachował brytyjski przewodniczący frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) Syed Kamall, który był zwolennikiem Brexitu; do frakcji tej należy Prawo i Sprawiedliwość. Według wiceszefa frakcji Ryszarda Legutki z PiS we wtorek wszyscy jej członkowie uznali, iż dopóki Wielka Brytania jest członkiem UE, nie ma żadnych podstaw prawnych, by reorganizować prace parlamentu i pozbawiać Brytyjczyków stanowisk. - Próby rekonstrukcji grupy (EKR) byłyby nielojalne i niezgodne z regułami - ocenił Legutko.

 

PAP