Kanclerz Niemiec Angela Merkel, prezydent Francji Francois Hollande oraz premier Włoch Matteo Renzi uzgodnili w poniedziałek w Berlinie, że nie będzie żadnych formalnych ani nieformalnych rozmów z Wielką Brytanią, zanim kraj ten nie uruchomi art. 50 traktatu UE.

 

Artykuł ten przewiduje możliwość opuszczenia Unii Europejskiej przez państwo członkowskie.

 

"To nie dyrektoriat"

 

Na konferencji prasowej po spotkaniu Merkel poinformowała, że w reakcji na referendum, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za wyjściem z UE, Niemcy, Francja i Włochy chcą zaproponować "nowy impuls" dla Unii Europejskiej.

 

Kanclerz Angela Merkel zapewniła, że troje przywódców nie dąży do stworzenia nowego "dyrektoriatu" (ciała zarządzającego) w Unii Europejskiej.

 

- Nigdy nie użyłam tego terminu - powiedziała Merkel, odpowiadając na pytania dziennikarzy. To wydarzenie (Brexit), które stanowi przełom w historii UE, sprawia, że ten format rozmów wydaje się mieć sens - tłumaczyła szefowa niemieckiego rządu. - Omawialiśmy wspólnie sprawy w sposób nacechowany zaufaniem, nie uprzedzając żadnych decyzji - dodała.

 

Merkel podkreśliła, że wszystkie ważne decyzje w UE podejmowane były zawsze wspólnie, chociaż "nie było to łatwe". Wymieniła w tym kontekście ratowanie strefy euro i politykę migracyjną czy umowę z Turcją.

 

- W tym duchu rozpoczniemy jutro dyskusję. Trzy (kraje) nie mogą niczego rozstrzygnąć, w Radzie Europejskiej decyzje podejmowane są jednomyślnie, co oznacza, że należy wsłuchiwać się w głos każdego kraju, gdyż każdy kraj ma jeden głos - podkreśliła niemiecka kanclerz.

 

PAP