"Wezwałem ochronę, atakujący został odprowadzony na komisariat, gdzie ja oraz on złożyliśmy krótkie słowne wyjaśnienia oraz daliśmy spisać swoje dokumenty. Po drodze atakujący poinformował, że zaatakował mnie, bo za nim chodziłem, donosiłem „IM”, gdzie jest, a oni chcą go zastrzelić. Wyglądał na zmęczonego życiem, być może pod wpływem środków zmieniających świadomość" - wyjaśnił Kijowski.

 

"Obojętność niemile mnie zaskoczyła"


Lider Komitetu Obrony Demokracji podkreślił, że zaskoczyło go, że – mimo, że w hali dworca było sporo ludzi – nikt nie zareagował.


"Nawet kiedy krzyknąłem "policja!", nikt nie zareagował w żaden sposób mimo, że kilka osób interesowało się i przyglądało temu, co się dzieje. Tak, wiem, nie broczyłem krwią leżąc na ziemi. Zawsze staram się reagować, kiedy widzę agresję i muszę przyznać, że ta obojętność niemile mnie zaskoczyła" – opisał Kijowski całe zajście.


Kijowski zastanawiał się także, w jaki sposób "cała Polska" dowiedziała się, że "został pobity". Podkreślił, że o całym zdarzeniu opowiedział tylko jednej osobie. "Ta osoba zapytała dwie osoby o możliwość pomocy mi. Ktoś napisał coś na wąskiej zamkniętej grupie na Facebooku. I nagle cała Polska dowiedziała się, że zostałem pobity. Wyobraźnia ruszyła" - dodał.


"Możemy spodziewać się zdecydowanych działań ze strony władzy"


"Ale gdyby to była jakaś prowokacja? Gdyby ktoś próbował wzbudzić panikę? Agresywną reakcję? Może histerię? Czy jesteśmy gotowi do weryfikowania informacji? Docierania do źródeł? I czy umiemy zareagować w sposób pokojowy, kiedy sytuacja będzie naprawdę poważna?" - zastanawiał się lider KOD.


Kijowski ostrzegł, że "musimy zachowywać zdrowy rozsądek i wyważone reakcje". "Bo ten egzamin będziemy zdawać chyba coraz częściej. Na jesieni możemy spodziewać się zdecydowanych działań ze strony władzy. Trzeba być gotowym i odpornym. Na szczęście dotychczasowe doświadczenie pozwala mieć nadzieję..." - podkreślił.

 

polsatnews.pl