- Według rozkładu jazdy powinienem być w Saint-Etienne w sobotnie południe. Jednak mój pociąg z Paryża opóźnił się o cztery godziny. W związku z tym dojechałem do Lyonu, gdzie miałem przesiadkę, już w trakcie meczu - opisał swoją podróż Radosław Pietruczuk, kibic z Białegostoku, który podróżuje po Francji i ogląda poszczególne mecze.


Dlatego sobotnie spotkanie ze Szwajcarią obejrzał w barze na dworcu kolejowym. Jednak nie był osamotniony. W takiej samej sytuacji było kilku innych Polaków, z którymi spotkał się w barze.


- Wśród nas był biznesmen z Warszawy, który przyleciał do Francji specjalnie na ten mecz. Poniósł spore koszty, ponieważ przyleciał samolotem, w pociągu jechał pierwszą klasą, a bilet na mecz miał pierwszej kategorii. Mecz obejrzał jednak w dworcowym barze - dodał kibic z Białegostoku.


Szwajcarzy przyjechali jeszcze później


Jeszcze większą grupę kibiców, którzy nie dotarli na sobotnie spotkanie do Saint-Etienne tworzyli Szwajcarzy. Oni jechali pociągiem z lotniska Charlesa de Gaulle’a w Paryżu, ale dotarli do Lyonu jeszcze o godzinę później niż Polacy.


- Jeden ze Szwajcarów miał 10 biletów po 170 euro za sztukę. W Saint-Etienne czekali na niego znajomi, aby dostarczył im wejściówki. Był bardzo rozgoryczony - zakończył Pietruczuk.


Opóźnienia pociągów wynikały z gwałtownych burz, jakie miały miejsce w nocy z piątku na sobotę w środkowej Francji.


W sobotę w Saint-Etienne Polacy odnieśli historyczny sukces i awansowali do ćwierćfinału mistrzostw Europy. Po serii rzutów karnych w 1/8 finału pokonali Szwajcarię 5-4. W regulaminowym czasie gry był remis 1:1, a w dogrywce nie padły bramki.

 

PAP