Agresywnym psem był ośmiomiesięczny amstaff. Rzucił się na dziewczynki, które jak co dzień przechodziły koło posesji sąsiadów.


- Przerażenie, strach, nie wiedziałam co temu psu odbije - powiedziała Daria, która próbowała zasłonić przed atakiem młodszą siostrę. Ma złamaną rękę, ale jej 4-letnia siostra ucierpiała poważniej, w piątek wciąż przebywała w szpitalu. 
 

- Ma obrażenia uda, w wyniku ugryzienia doszło do utraty fragmentu mięśnia – powiedziała Polsat News Aneta Świtała, prokurator rejonowy w Oleśnicy. 

 

Nie wiadomo, jak psy wydostały się z posesji


Amstaffowi towarzyszył drugi pies, mieszaniec, który jednak nie atakował dziewczynek. Ostatecznie zwierzęta odgonili mieszkańcy wsi, którzy wezwali także policję.


Funkcjonariusze sprawdzili zabezpieczenie posesji. - Było prawidłowe. Policjanci będą w dalszym ciągu ustalać, w jaki sposób te psy się wydostały, pokonały zabezpieczenie tej posesji - zapewniał st. sierż. Aleksandra Pieprzycka z Komendy Powiatowej Policji w Oleśnicy.


Matka właściciela amstaffa zapewnia, że coś zrobią z psem, bo "jeżeli ma osiem miesięcy i już zaatakował człowieka, to nie można go zostawić".


Właścicielowi psa, jeśli okaże się, że atak nastąpił w wyniku jego zaniedbań, może grozić nawet pięć lat więzienia.

 

 

Polsat News