- Rząd brytyjski nie ma już demokratycznego mandatu do reprezentowania poglądów Północy w jakichkolwiek przyszłych negocjacjach z Unią Europejską. Uważam, że ciąży na nim polityczny imperatyw rozpisania „border poll” (wyborów w sprawie granic) - powiedział w piątek w rozmowie z północnoirlandzkim nadawcą RTE McGuinness, który w regionalnym rządzie zajmuje stanowisko zastępcy pierwszego ministra (wicepremiera).


"Border poll" nazwano północnoirlandzkie referendum z 1973 roku w sprawie zakończenia podziału Irlandii. Ogromna większość głosujących opowiedziała się wówczas za pozostaniem Irlandii Północnej w składzie Zjednoczonego Królestwa.


"Nikt nie wie, co się teraz stanie"


- Znajdujemy się teraz na niezbadanych wodach, nikt tak naprawdę nie wie, co się teraz stanie. Konsekwencje dla nas wszystkich na wyspie Irlandia są absolutnie ogromne. Może to mieć daleko idące skutki dla naszej (północnoirlandzkiej – red.) gospodarki - dodał McGuinness.


Wcześniej przewodniczący partii Sinn Fein, Declan Kearney, oświadczył, że jeśli Wielka Brytania opuści Unię Europejską, to brytyjski rząd "utraci wszelki mandat", by reprezentować interesy mieszkańców Irlandii Północnej.


Sinn Fein to największa północnoirlandzka partia narodowa.

 

PAP