Wiceminister podkreślił, że zgadza się z tym stanowiskiem. - Nie powinniśmy wciągać KE zbyt daleko w spór polityczny w Polsce, ponieważ może to mieć nieproporcjonalne skutki uboczne - powiedział na posiedzeniu komisji Szymański. Jak dodał, skutki tego mogłyby być "opłakane dla wszystkich".

 

PO: czy polski rząd zabiegał o utajnienie?

 

- Nie było to związane z żadnym wnioskiem ze strony polskiej - dodał, odnosząc się w ten sposób do pytań posłów PO o to, dlaczego opinia Komisji Europejskiej została utajniona i czy polski rząd o to zabiegał. Sejmowa komisja ds. UE zajęła się kwestią opinii KE na wniosek Platformy Obywatelskiej. Czwartkowe posiedzenie było kontynuacją posiedzenia z 10 czerwca.

 

Poseł PO Cezary Tomczyk jako przedstawiciel wnioskodawców ocenił na wstępie, że "nic lepiej nie ilustruje kłopotów z parlamentarną demokracją, jakie ma dzisiejsza partia rządząca, jak sprzeczność kryjąca się w fakcie, że wniosek, w którym PO pyta o działania rządu, jakie zamierza podjąć przed 23 maja", rozpatrywany jest dopiero miesiąc później.

 

Jego zdaniem to partia rządząca doprowadziła do opóźnienia posiedzenia komisji w tej sprawie. Przewodnicząca komisji Izabela Kloc (PiS) podkreślała, że komisja została zwołana w terminie przewidzianym regulaminem Sejmu.

 

Pierwszy etap procedury ochrony praworządności

 

Do 23 maja Komisja miała wydać opinię ws. sytuacji w Polsce i kryzysu wokół TK w przypadku, gdyby polskie władze nie podjęły do tego czasu działań zmierzających do usunięcia zastrzeżeń dotyczących TK. Opinia została przyjęta 1 czerwca. Dokument podsumowuje prowadzony od stycznia dialog z polskim rządem na temat sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego. To pierwszy etap prowadzonej wobec Polski procedury ochrony praworządności.

 

Posłowie Platformy w swoim wniosku z maja pytali, co rząd zamierza zrobić, by zapobiec przyjęciu przez wiceszefa KE Fransa Timmermansa "niekorzystnej opinii dotyczącej praworządności w Polsce".

 

Tomczyk ocenił, że niekorzystna dla Polski opinia została przyjęta wskutek "ignorancji i arogancji" prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który "nie pozwolił na ustępstwa". Jak dowodził poseł PO, ustępstwa te nie byłyby jednak ustępstwami wobec UE, lecz wobec "polskiej demokracji i Polaków miłujących wolność". - To nie jest tak, że Europa próbuje nam coś narzucić. Niestety, Europa musi bronić dziś interesów Polaków przed ich własnym rządem - podkreślił.

 

"W tej sprawie rozumiemy się z KE znacznie lepiej niż z posłami opozycji"

 

W odpowiedzi Szymański zaznaczył, że rząd nie odgrywa aktywnej roli w procesie wychodzenia z kryzysu wokół TK, gdyż odpowiada za to parlament, w którym spór się rozpoczął i w którym obecnie trwają prace nad rozwiązaniem. "Rada Ministrów jest adresatem różnego typu pytań czy też wątpliwości Komisji Europejskiej, jeśli chodzi o stan tej sprawy i o sposób wychodzenia z tego kryzysu" - powiedział Szymański.

 

Podkreślał, że nikt nie zwolni polskiego parlamentu ze znalezienia rozwiązania tej kwestii, ani rząd, ani Komisja Europejska, "nawet gdyby taka intencja po stronie Komisji istniała". - Mam wrażenie, że w tej sprawie rozumiemy się z Komisją Europejską znacznie lepiej niż z posłami opozycji - zaznaczył wiceminister spraw zagranicznych.

 

Apel do opozycji o cierpliwość

 

Posłowie PO zwracali uwagę, że rząd jest częścią tego sporu, ponieważ to on odmawia publikacji wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Poseł Platformy Marcin Święcicki podkreślał, że w opinii Komisji Weneckiej, na której opierała się również Komisja Europejska, zostało wskazane, że do rozwiązania konfliktu wokół TK niezbędne jest opublikowanie orzeczeń TK. Rząd będzie publikował tylko te dokumenty, które spełniają przesłanki formalne, by zostać uznane za wyroki TK - odpowiadał Szymański.

 

Poseł PiS Jan Mosiński apelował do opozycji o cierpliwość, bo - jak mówił - w Sejmie trwają obecnie prace nad ustawą ws. TK. Jacek Kurzępa (PiS) mówił, że "kondycja refleksji politycznej liderów UE jest wątpliwa", ponieważ błąkają się oni "po obrzeżach rzeczy ważnych i realnych, jakim jest kryzys uchodźczy czy głosowanie w Wielkiej Brytanii", a nadmiernie skupiają się na "wrzutkach czynionych przez wątpliwych co do wiarygodności suflerów".

 

PAP