Mec. Kaczmarek - w przeszłości prokurator krajowy i minister spraw wewnętrznych i administracji - który późnym popołudniem skarżył się dziennikarzom, że nie wie, gdzie obecnie jest klientka i nie ma z nią kontaktu, wieczorem powiedział, że udało mu się z nią porozmawiać w szpitalu, do którego została przewieziona kilka godzin wcześniej.

 

Czeka na decyzję prokuratury

 

Adwokat dodał też, że zapoznał się z opinią lekarzy, którzy badali przewiezioną do szpitala podejrzaną; wynika z niej, że Anna H. nie może uczestniczyć w czynnościach procesowych. Nie zdradził, o jakiego rodzaju dolegliwości chodzi.

 

Obrońca czeka teraz na decyzje prokuratury, która po przesłuchaniu miała podjąć decyzję w sprawie ewentualnego stosowania środków zapobiegawczych. Na informacje czeka też przed budynkiem prokuratury grupa dziennikarzy. Prokuratura na razie w żaden sposób nie odniosła się do informacji przekazywanych przez mec. Kaczmarka, rzecznik nie odbiera telefonu.

 

Miała przyjąć korzyści majątkowe

 

Jak podawała wcześniej PK, b. prokurator apelacyjnej zarzuca się popełnienie czterech przestępstw, za które może grozić kara do ośmiu lat więzienia. Piotr Żak z katowickiego wydziału PK informował, że chodzi o przyjmowanie korzyści majątkowych w związku z zajmowaną funkcją, powoływanie się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych oraz przedłożenie fałszywego zaświadczenia w celu uzyskania pożyczki, a także przekroczenie uprawnień i wpływanie na przebieg konkursu ogłoszonego w prokuraturze.

 

Według wcześniejszego komunikatu prokuratury, podejrzana miała przyjąć od przedsiębiorcy z Leżajska korzyści majątkowe w kwocie ponad 170 tys. zł - w tym w postaci drogiego alkoholu i usług budowlanych - w zamian za podjęcie się załatwienia spraw w instytucjach państwowych.

 

H. miała się dopuścić tych czynów między kwietniem 2009 r. a lipcem 2014 r. Prokuratorzy podają, że podstawą zarzutów są zeznania świadków, wyjaśnienia innych podejrzanych, a także treść zarejestrowanych rozmów telefonicznych. Kaczmarek nie chciał powiedzieć, jak jego klientka odniosła się do zarzutów.

 

Śledczy uznali, że można postawić zarzuty

 

Przed kilkoma dniami H. została prawomocnie wydalona z zawodu prokuratora. W dalszym ciągu nieprawomocna jest decyzja o uchyleniu jej immunitetu - H. odwołała się od decyzji sądu dyscyplinarnego pierwszej instancji. Prokuratura uznała, że mimo to można postawić jej zarzuty - skoro nie jest już prokuratorem, nie chroni jej już immunitet. - W związku z uprawomocnieniem się decyzji o wydaleniu ze służby prokuratorskiej, z mocy prawa pani przestała być prokuratorem  - powiedział prok. Piotr Żak w katowickiego wydziału PK.

 

Rzeczniczka prasowa Prokuratury Krajowej prok. Ewa Bialik powiedziała w czwartek, że Prawo o prokuraturze mówi, iż "prawomocne orzeczenie sądu dyscyplinarnego o wydaleniu ze służby prokuratorskiej (…) powoduje z mocy prawa utratę stanowiska prokuratora; stosunek służbowy prokuratora wygasa z chwilą uprawomocnienia się orzeczenia".

 

"Uzasadnione podejrzenie"

 

Rzeczniczka PK dodała, że postępowanie zaplanowane na 28 czerwca nie jest odwołane. - Natomiast zapis ustawy o prokuraturze pozwala w momencie wydalenia z zawodu prowadzić czynności przeciwko pani prokurator - zaznaczyła.

 

Funkcję szefowej rzeszowskiej prokuratury apelacyjnej H. pełniła od 2007 r., gdy otrzymała nominację z rąk ówczesnego ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego Zbigniewa Ćwiąkalskiego.

 

W połowie czerwca zeszłego roku ówczesna Prokuratura Apelacyjna w Warszawie informowała, że przesłała do Sądu Dyscyplinarnego dla Prokuratorów przy Prokuratorze Generalnym wniosek o uchylenie immunitetu prok. H. Prowadzący śledztwo doszli do wniosku, że zachodzi "uzasadnione podejrzenie popełnienia przez nią przestępstw o charakterze korupcyjnym i urzędniczym".

 

Przed ponad rokiem ówczesny prokurator generalny Andrzej Seremet odwołał H. ze stanowiska szefowej Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie. Wcześniej zgodę na jej odwołanie wydała Krajowa Rada Prokuratury. Był to pierwszy przypadek skrócenia kadencji prokuratora tak wysokiego szczebla.

 

Afera podkarpacka

 

Zarzuty wobec H. to jeden z wątków tzw. afery podkarpackiej. W listopadzie zeszłego roku katowicka prokuratura, która bada część tej sprawy, postawiła sześć zarzutów korupcyjnych b. posłowi PSL Janowi Buremu. Zdaniem śledczych, jako poseł i wiceminister skarbu przyjmował on wysokie korzyści majątkowe od co najmniej dwóch osób - które usłyszały już wcześniej zarzuty wręczania tych łapówek - za wpływanie na działanie różnych instytucji państwowych.

 

Później Bury usłyszał w katowickiej prokuraturze trzy kolejne zarzuty, dotyczące niezgodnego z prawem wpływania na obsadę stanowisk w Najwyższej Izbie Kontroli. Według prokuratury nakłaniał on pracowników NIK do przekroczenia uprawnień i manipulowania wynikami konkursów w Izbie. Bury nie przyznaje się do żadnego z tych przestępstw. W wątku dotyczącym NIK prokuratura chce też przedstawić zarzuty prezesowi Izby Krzysztofowi Kwiatkowskiemu. Byłoby to możliwe, gdyby Sejm uchyli mu immunitet.

 

W innym wątku tzw. afery podkarpackiej, wyjaśnianym w Warszawie, na początku listopada 2015 r. sformułowano akt oskarżenia, którym objęto dwóch duchownych i regionalnego dyrektora Lasów Państwowych. Zarzuty dotyczą płatnej protekcji (czyli powoływania się na wpływy w instytucjach publicznych i obietnicy załatwienia w niej sprawy w zamian za korzyść osobistą lub majątkową) oraz podżegania do przyjęcia łapówki. W marcu - jak informowały media - zarzuty w zawiązku z tzw. aferą podkarpacką usłyszał w warszawskiej prokuraturze b. wiceminister infrastruktury w rządzie PO Zbigniew R. Jak pisano, chodzi m.in. o powoływanie się na wpływy.

 

PAP