Aleksander Gawronik (zgodził się na podawanie pełnego nazwiska) oskarżony jest o nakłanianie ochroniarzy spółki Elektromis do porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa dziennikarza. Ziętara był dziennikarzem śledczym "Gazety Poznańskiej". Pisał o aferach gospodarczych. Ostatni raz widziany był 1 września 1992 roku. Miał się wówczas pojechać do pracy, do redakcji jednak nie dotarł.

 

Gawronik odpowiada z wolnej stopy, nie przyznaje się do winy. Byłemu senatorowi grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności. Ciała Jarosława Ziętary do tej pory nie odnaleziono.

 

Ostatni dzień dziennikarza

 

W sądzie Beata Sauer opowiadała jak wyglądał dzień, kiedy zaginął dziennikarz.

 

- 1 września jak zwykle wstaliśmy rano, Jarek chodził na 9 do pracy. Wstałam, zrobiłam śniadanie, zjedliśmy je razem i Jarek wyszedł. Podeszłam do okna, patrząc, jak idzie ul. Kolejową. Nie miałam takiego zwyczaju, ale tego dnia patrzyłam, jak idzie ulicą - relacjonowała sądowi.

 

Do domu wróciła ok. godz. 17. Jak mówiła, z powodu bólu głowy od razu położyła się spać. Rano spostrzegła, że Jarka nie było. - Zdziwiło mnie to, że Jarka nie ma w domu. To był czas, kiedy nie było komórek, więc pomyślałam, że podejdę na dworzec zachodni i zadzwonię do redakcji, zapytam, czy Jarek zjawił się w pracy. Kiedy połączyłam się z redakcją, dowiedziałam się, że nie było go wczoraj, i nie ma dzisiaj - podkreśliła.


"Interesował się polityką i firmami, które robiły nielegalne interesy"

 

Beata Sauer zauważyła, że w domu znajdują się notatniki i kalendarz Ziętary, z którymi - jak podkreśliła - dziennikarz nigdy się nie rozstawał. - Szukałam czegokolwiek, jakiegoś śladu. Kiedy znalazłam wszystkie dokumenty Jarka i notatniki, zaczęłam się na tym zastanawiać. To nie było normalne - dodała.

 

W sądzie kobieta powiedziała także, że zna, słyszała nazwę Elektromis w okresie, kiedy zaginął Ziętara. Nie była jednak w stanie powiedzieć kiedy i od kogo mogła to usłyszeć. Podkreśliła też, że nie znała wszystkich zainteresowań dziennikarskich swojego chłopka, ale pamięta, że interesował się polityką i firmami, które robiły "nielegalne interesy".

 

Zeznania byłego policjanta

 

Zeznania składał także b. policjant, funkcjonariusz CBŚ Zdzisław S. W latach 90. pracował w komisariacie policji Poznań-Grunwald, który zajmował się poszukiwaniem Ziętary.

 

W sądzie Zdzisław S. powiedział, że „sprawa Ziętary wróciła do niego kilkanaście lat później, kiedy skontaktował się z nim Maciej B. Według prokuratury, poznański gangster Maciej B. ps. "Baryła" był naocznym świadkiem podżegania do zabójstwa dziennikarza.

 

- Na początku 2011 roku Maciej B. zadzwonił do mnie do domu i powiedział, że ma informacje nt. sprawy Ziętary i tego, co stało się z dziennikarzem. Znałem "Baryłę", bo kilka razy go zamykałem - powiedział.

 

Do spotkania doszło w więzieniu w Rawiczu. Był przy nim obecny jeszcze jeden funkcjonariusz CBŚ Piotr G. - Tam Maciej B. mówił nam o informacjach, jakie ma nt. Ziętary. Mówił w taki sposób, żeby za dużo nie powiedzieć, ale zagwarantować sobie złagodzenie wyroku. Po tej rozmowie Piotr G. został jeszcze z "Baryłą" i rozmawiali dość długo. Nie wiem, jakie tematy poruszali, ale Piotr G. był zadowolony po tej rozmowie - powiedział świadek.

 

- Od tego czasu Piotr G. w ogóle się ze mną nie kontaktował. Maciej B. dzwonił do mnie po ok. dwóch latach i chciał porozmawiać. Miał wtedy żal do prokuratora, dochodzeniowych, że nic mu nie pomagają - dodał.

 

Gawronik nie komentuje

 

Obrońca Gawronika Patrycja Leśkiewicz zapowiedziała, że nie będzie on komentował przebiegu procesu aż do jego zakończenia.

 

- Biorąc pod uwagę te publikacje prasowe, które się ukazywały i także fakt, że w tych publikacjach nie tylko ujawniane są informacje z postępowania przygotowawczego przed ich ujawnianiem w toku procesu, a także, iż, zniekształcają one informacje będące przedmiotem procesu, podjęliśmy taką decyzję zgodnie z panem Gawronikiem - powiedziała.

 

Proces Aleksandra Gawronika rozpoczął się w styczniu. Dotychczas przed poznańskim sądem zeznawali m.in. założyciel spółki Elektromis, biznesmen Mariusz Świtalski oraz osoby związane z jego firmą. Zeznania w sprawie składali także poznańscy dziennikarze, współpracujący z Ziętarą w "Gazecie Poznańskiej".

 

PAP